Forum THESAURUS Strona Główna Zaloguj Rejestracja FAQ Użytkownicy Szukaj
 Główna •  Gazeta •  Sklep •  Forum •  Galeria •  Czat •  Kontakt •  Statystyki •  Download
 Ogłoszenie 

Zapraszamy na oficjalną stronę Polskiego Klubu Eksploracji Historycznej PHEC THESAURUS - kliknij na link poniżej.

Klub PHEC THESAURUS

kliknij na link powyżej

ZAPISY DO KLUBU PHEC THESAURUS

kliknij na link powyżej


Poprzedni temat «» Następny temat
 
Testowanie Wykrywaczy
Autor Wiadomość
Van Worden 
PHEC Thesaurus
Adminrał - historyk armator;-)


Wiek: 48
Dołączył: 28 Paź 2006
Posty: 15527
Piwa: 179/215
Skąd: Port Royal
Wysłany: 2011-09-28, 23:30   Testowanie Wykrywaczy

Cytat:
Błędy w testach wykrywaczy

Testy wykrywaczy i ich wyniki budzą wiele emocji wśród poszukiwaczy – właścicieli różnych modeli sprzętu. Przyprawiają o zawrót głowy tych, którzy stoją przed decyzją o zakupie swojego pierwszego lub kolejnego (w domyśle lepszego) wykrywacza. Internet pęka w szwach od stron z wynikami testów, postów-raportów na grupach dyskusyjnych oraz nieprzebranej ilości filmów na YouTube. Tradycją jest, że właściciel wykrywacza zanim jeszcze go pozna i czasami zanim użyje w terenie, już go „testuje” w domu i, co gorsza, wynikami swojej radosnej twórczości dzieli się z bracią poszukiwawczą.
Wyniki niemalże wszystkich wspomnianych wyżej pomiarów są wadliwe z metrologicznego punktu widzenia a poziom błędów całkowicie je dyskwalifikuje. Osobiście nie spotkałem ANI JEDNEJ prezentacji doświadczenia, co do którego nie miałbym przynajmniej małych uwag. Dzieje się tak dlatego, że aby coś zmierzyć trzeba najpierw co najmniej dobrze znać i rozumieć naturę i zasadę działania tego co się mierzy. A z tym nie jest dobrze, żeby nie powiedzieć tragicznie. Oczywiście wyniki pomiarów mogą być nawet dokładne i całkowicie powtarzalne. Jednakże wynik jest nic nie wart, jeśli eksperymentator nie jest świadom tego, co tak naprawdę zmierzył. A z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia w przypadku testów wykrywaczy metali.
Celem niniejszego tekstu jest wprowadzenie w skomplikowane zagadnienie pomiarów wykrywaczy metali oraz pokazanie, czego robić nie należy i dlaczego. Po wnikliwym przeczytaniu i zrozumieniu poniższego tekstu, czytelnik będzie wiedział na poruszone tematy więcej niż przeciętny drobny producent wykrywaczy, co samo w sobie skłania do refleksji...
Jak wspomniałem, nie da się mierzyć zjawiska bez elementarnej wiedzy na jego temat. Dlatego pierwszy i absolutnie obowiązkowy punkt programu to:

Elementarz detektorysty

Wszystkie bez wyjątku wykrywacze metali działają w oparciu o ten sam zespół zjawisk fizycznych, który możemy nazwać oddziaływaniem fal elektromagnetycznych z materią. Od razu na wstępie można poczynić pewne uproszczenia które wynikają z parametrów fal używanych w detektorach. A więc nasze rozważania ograniczymy do obiektów przewodzących oraz czynnych magnetycznie. Obiekty przewodzące to takie, które przewodzą prąd elektryczny w jakimkolwiek stopniu. Obiekty magnetycznie czynne to takie które oddziałują z zewnętrznym polem magnetycznym. Wszystkie metale są przewodnikami a ponadto w większym lub mniejszym stopniu wykazują cechy obiektów magnetycznych. Tak więc szczęśliwie się składa, że łatwe do uzyskania fale elektromagnetyczne małej częstotliwości są idealnym medium do wykorzystania w detektorach metali.
I wszystko byłoby pięknie, wykrycie monetki nawet z metra nie stanowiłoby bariery fizycznej, gdyby nie to, że inne, niechciane substancje, wykazują podobne właściwości. Należą do nich liczne minerały prawie nierozpuszczalne oraz dobrze rozpuszczalne w wodzie. Wchodzą one w skład każdego rodzaju gruntu. Te nierozpuszczalne występują w gruncie w postaci zawiesiny oraz składników kamieni i zawsze przeszkadzają w poszukiwaniach. Rozpuszczalne – zależnie od stopnia wilgotności – mogą być niemal całkowicie niewidoczne dla detektora kiedy są suche, lub stanowić bardzo szczelną barierę dla fal elektromagnetycznych kiedy są rozpuszczone w dużej ilości wody i jest ich sporo. Im grunt bardziej wilgotny i bardziej zmineralizowany, czyli bardziej przewodzący, tym mniej przyjazny detektoryście. Już z tego akapitu wynika prost wniosek, który wiele osób usiłuje się ignorować:
wykrywanie metali w gruncie i w powietrzu to całkowicie różne zagadnienia
W dalszej części pokażę, jak bardzo różne, ale na razie przejdźmy do podstaw działania wykrywacza, na przykładzie popularnej metody detekcji fazowej.
Schemat blokowy detektora fazowego jest powszechnie znany i często można go spotkać na stronach poświęconych technice wykrywaczy metali.



Od razu wprowadźmy rozróżnienie między słowami „wykrywacz” i „detektor”, które są często mylnie traktowane jako synonimy w mowie potocznej. Wykrywacz, to urządzenie jako całość a detektor to fragment części elektronicznej odpowiedzialny za wyłuskanie sygnału użytecznego z sondy odbiorczej. I tego się będziemy trzymać dalej.

Detekcja fazowa to jedna z bardzo popularnych metod pomiaru bardzo słabych i silnie zakłóconych sygnałów, Znacznie starsza niż najstarsze wykrywacze metalu które ją wykorzystują. A więc żaden producent wykrywaczy nic nowego tu nie wniósł.
Detekcja fazowa bazuje na tym, że detektor zna częstotliwość sygnału którego poszukuje. W technice taka sytuacja zachodzi rzadko, ale wykrywacz jest jednym z tych wyjątków. Wykrywacz zawiera w sobie zarówno nadajnik jak i detektor a więc nic nie stanowi przeszkody żeby użyć sygnału nadajnika do wytworzenia sygnałów sterujących detektora (sR, sI na rysunku). Sygnał odbierany, w przypadku gdy sygnał nadawany ma kształt sinusoidy, również ma kształt sinusoidy o tej samej częstotliwości, tyle że o innej amplitudzie i fazie. Gdybyśmy wykorzystali w naszym detektorze tylko jeden sygnał sR lub sI, uzyskalibyśmy detektor jednowymiarowy umożliwiający tylko stwierdzenie obecności i siły sygnału. A więc coś w rodzaju tzw „kanału statycznego” albo inaczej „all metal” znanego z prostych wykrywaczy. Jednak nasz detektor składa się w rzeczywistości z 2 detektorów R oraz I, sterowanych sygnałami sR oraz sI o takiej samej częstotliwości i zgodnej z częstotliwością sygnału, ale przesuniętymi względem siebie w czasie. Jeśli potraktować jeden okres sinusoidy sygnału nadawanego, jako obrót o 360stopni, to optymalnym z punktu widzenia dalszej obróbki wyników przesunięciem między sygnałami sR oraz sI będzie ¼ lub ¾ tego okresu, a więc 90 lub 270 stopni.
Rysunek 2 pokazuje, jaką cenną informację uzyskujemy w ten sposób.



Oprócz informacji o sile sygnału dowiadujemy się również, analizując sygnały na wyjściach obydwu detektorów, jakie jest przesunięcie fazowe pomiędzy sygnałem nadawanym a odbieranym.
Czy jest to do czegoś przydatne? Jak najbardziej, wręcz nie do przecenienia! Ponieważ okazuje się, że różnego rodzaju obiekty powodują zmiany nie tylko siły ale i fazy sygnału odbieranego.
A stąd już tylko krok nie tylko do wykrywania ale również identyfikacji obiektów!
Rysunek 3 przedstawia znane odwzorowanie sygnałów różnych obiektów na dwuwymiarowym układzie współrzędnych, gdzie na osi R zaznaczony jest sygnał Rf (uśredniony r) a na osi I sygnał If (uśredniony i) z detektora z rysunku 2, dla różnego rodzaju obiektów w polu sondy wykrywacza. Teraz wiadomo, dlaczego optymalne przesunięcie fazowe sygnałów „próbkujących” sR oraz sI miało wynieść 90 lub 370 stopni – to odpowiada kątowi między osiami układu współrzędnych. Gdyby przesunięcie fazowe było na przykład 75 stopni, to kąt między osiami musiałby mieć również 75 stopni. Z teoretycznego punktu widzenia w niczym to nie przeszkadza bo rezultat i tak byłby ten sam, ale w praktyce bardzo komplikuje obróbkę takich sygnałów.



Wynikiem złożenia sygnałów r oraz i jest wektor, którego długość prezentuje siłę sygnału a kąt pochylenia przesunięcie fazowe sygnału odbieranego względem sygnału nadajnika. Na rysunku zaznaczone są przykładowe wektory sygnałów takie, jakie uzyskalibyśmy w pomiarach powietrznych, a więc „czyste” wektory – zaczepione w początku układu współrzędnych. Jednym z wektorów jest przykładowy wektor sygnału czystego gruntu, który będzie bazą do dalszych rozważań.
Kolejny rysunek pokazuje jak wygląda złożenie sygnału gruntu z sygnałem zalegającego w nim obiektu. Sygnały wynikowe oznaczono kolorem czerwonym.



I powoli staje się jasne, czym różnią się testy powietrzne od gruntowych.
W sytuacji rzeczywistej odbierany sygnał jest sumą sygnału obiektu i sygnału gruntu, który jest również obiektem, tyle że traktowanym specyficznie, o czym później. Na naszym wykresie jest to prosta suma wektorów uzyskana przez ich graficzne szeregowe połączenie. Jak widać, statyczny sygnał obiektu zmierzonego w powietrzu (rysunek 3) jest zgoła inny niż sygnał tego samego obiektu zmierzonego w gruncie. Zadaniem elektroniki wykrywacza jest odzyskanie sygnału obiektu przez usunięcie sygnału gruntu. Jak się łatwo domyślić, przy niekorzystnej proporcji między sygnałem gruntu i obiekty, a więc dla jakże pożądanych głębokich celów, zagadnienie to urasta do rangi kluczowego problemu. Pamiętać należy, że sygnały od obiektów bardzo silnie zależą od odległości obiekt-sonda i maleją mniej więcej z 6 potęgą odległości, co oznacza, że sygnał od obiektu położonego 1,5 raza dalej od sondy jest ponad 11 razy słabszy, 2 razy dalej ponad 60 razy słabszy a 3 razy dalej już ponad 700 razy słabszy.
W efekcie dla głębokich obiektów uzyskujemy ślad sygnału użytecznego na tle silnego sygnału gruntu. Co gorsza sygnał gruntu nie jest stały, lecz zmienia się z każdą chwilą ruchu sondy. Jakość rozwiązania zadania odróżnia wykrywacze dobre od kiepskich i bardzo dobre od dobrych. Jak widać pomiary efektywności detekcyjnej w gruncie i w powietrzu nijak się mają do siebie nawzajem. Podczas gdy w powietrzu dosłownie każdy, byle wystarczająco czuły układ (łatwe), jest w stanie wykryć obiekt z niemal dowolnej realnej odległości, to w gruncie tylko dobre i bardzo dobre układy są w stanie wykryć słaby obiekt. A jeszcze trudniej jest taki obiekt poprawnie zidentyfikować.
W wykrywaczach stosuje się powszechnie kilka sprawdzonych metod eliminacji sygnału gruntu, z czego dwie są stosowane równolegle w każdym bez wyjątku urządzeniu z uwagi na prostotę i łatwość realizacji.
Pierwsza metoda to całkowite wycięcie sygnałów zgodnych z kierunkiem wektora gruntu. Pomijając rozwiązania układowe których jest bardzo wiele, prowadzi to do wycięcia (dyskryminacji) lub bardzo poważnego osłabienia sygnałów podobnych do gruntu. Szczęśliwie sygnał gruntu ma charakter podobny do żelaza (podobny zakres kąta), więc sygnały od metali kolorowych nie ulegają osłabieniu. Żelazne obiekty z kolei dają tak silny sygnał, że nawet bliskość wektora gruntu nie powoduje ich wytłumienia.
Druga metoda to tzw filtry gruntowe, Za detektorem montuje się filtry elektroniczne, które wycinają bardzo wolne sygnały. Filtry działają na wszystkie sygnały na wyjściu detektorów. Wykorzystywane jest założenie upraszczające polegające na tym, że obiekty leżące stosunkowo blisko sondy, kiedy sonda porusza się, poruszają się względem sondy z dużą prędkością podczas gdy sygnał od gruntu zmienia się dużo wolniej, gdyż wynika jedynie z nierównomierności prowadzenia sondy i samego gruntu. Oczywiście uproszczenie to daje dobre efekty w większości przypadków, ale nie zawsze. Na przykład niemal zupełnie przestaje działać na bardzo nierównomiernej, na przykład zaoranej ziemi. Wtedy szybkość zmian sygnału od gruntu jest porównywalna (duża) z prędkością sygnału spowodowanego obiektem i wszystko przechodzi przez filtry. Bardziej skomplikowane wykrywacze oferują więc przełączane filtry gruntowe, co stanowi pewnego rodzaju protezę-lekarstwo na różne warunki poszukiwawcze. Ale nie stanowi rozwiązania a jedynie ewentualne lekkie zmniejszenie poziomu problemu.
Filtry gruntowe są charakterystycznym blokiem wykrywaczy dynamicznych i nie występują w wykrywaczach statycznych. Z tego powodu wykrywacze statyczne potrafią poszukiwać zwykle jedynie w trybie all metal a ewentualna identyfikacja ma zwykle ograniczone możliwości.
Jakość tłumienia gruntu oraz precyzja i charakterystyka filtrów mają ogromne znaczenie dla efektywnej czułości wykrywacza, choć nie decydujące. Jednak bez dobrego balansu gruntu i bez dobrych filtrów (w wykrywaczach dynamicznych) uzyskanie również dobrego lub bardzo dobrego wykrywacza nie jest możliwe. Tymczasem te jakże wymagające należytej jakości działania układy przy testach powietrznych... zupełnie nie działają. Co za tym idzie ich znakomita, przeciętna lub niska jakość nie ujawnia się! Test powietrzny ignoruje więc całkowicie istnienie i klasę wykonania bloków wykrywacza które mają fundamentalne znaczenie w realnych poszukiwaniach i sprawdza jedynie proste wzmocnienie układu – parametr dziecinnie prosty do uzyskania.
Jeśli chodzi o testy powietrzne, to tylko jedno sformułowanie jest prawdziwe: wykrywacz w gruncie nigdy nie jest bardziej czuły niż w powietrzu*).
Skoro wiemy już, że czułość detektora w powietrzu zupełnie nie odpowiada efektywnej czułości detektora w obecności gruntu, która jest wyłącznie interesująca dla poszukiwacza, przyjrzyjmy się teraz różnym sytuacjom które na czułość w gruncie mają wpływ i jakie zdarzają się w przypadku testów wykrywaczy pod postacią błędów.

Błąd pierwszy – lekki i suchy grunt
Wiele testów przeprowadzanych jest w gruncie o minimalnym nasyceniu cząstkami czynnymi magnetycznie i bardzo suchym. Taki grunt daje bardzo słaby sygnał, ponieważ zawarte w nim sole mineralne nie powodują przewodnictwa elektrycznego bez obecności wody. W takich przypadkach pomiary niewiele różnią się od tych przeprowadzonych w powietrzu, konkretnie nie ujawniają niedoskonałości słabych wykrywaczy. Temat nie wymaga dalszego wyjaśniania.
Wniosek: unikajmy suchych i łatwych gruntów podczas pomiarów aby nie preferować kiepsko radzących sobie z gruntem ale czułych wykrywaczy.

Błąd drugi – puste przestrzenie
Chyba najbardziej pospolity błąd pojawiający się w testach kuriozalnie pretendujących do solidnie przeprowadzonych. Testujący pieczołowicie przygotowuje uniwersalne stanowisko pomiarowe umożliwiające określenie głębokości testowego obiektu z centymetrową dokładnością a jednocześnie wprowadza poważne źródło błędu w postaci pustej przestrzeni pod sondą. Kolejny rysunek 5 prezentuje różnicę w sygnale wyjściowym podczas najazdu na poprawnie zakopaną monetę oraz monetę zakopaną w niewielkiej pustce.



Jak widać pustka wytwarza zmianę w poziome sygnału gruntu. Zmiana ta sama w sobie jest ignorowana przez detektor wyposażony w skuteczny układ balansu gruntu. Jednak sytuacja zmienia się diametralnie gdy sygnał od pustki połączy się z sygnałem obiektu. Ponieważ prędkość zmiany sygnału gruntu jest zbliżona do prędkości zmiany sygnału spowodowanej obiektem, wykrywacz nie rozróżnia tych sygnałów i traktuje je jak jeden. W efekcie następuje
wzmocnienie sygnału obiektu przez pustkę i uczynienie go bardziej „kolorowym”
co wprost przekłada się na zawyżenie zmierzonych zasięgów wykrywaczy. Innymi słowy wykrywacze zgłaszają obiekt na głębokości większej (czasami dużo większej) niż byłyby w stanie to zrobić w realnych warunkach, gdyż spadający sygnał od gruntu działa jak lupa powiększająca, dla szczególnie bardzo słabych sygnałów.
Jeśli do tego dołożyć różną prędkość analizowania wykrywaczy i różne stałe czasowe wbudowanych filtrów a także różne kształty i geometrie sond pomiarowych, uzyskujemy wyniki zupełnie zafałszowane, co ma szczególne znaczenie gdy w ten sposób porównujemy różne wykrywacze ze sobą.
Inna forma tego samego rodzaju błędu, to wykopanie dołka, następnie wprowadzenie obiektu do jego ścianki i na tym etapie przeprowadzenie pomiarów.
Jeszcze inna wersja z jaką się spotkałem, to wykopanie dołka, umieszczenie w nim obiektu a następnie nakrycie go plastikowym wiadrem wypełnionym ziemią z pozostawieniem wprowadzających fluktuację fazy pustek po bokach wiadra.
Wniosek: konstruując zaawansowane stanowisko pomiarowe eliminujmy pustki do niezbędnego minimum, najlepiej całkowicie. Nigdy nie formujemy ich na kształt pionowych szybów, nawet małej średnicy, i zawsze ubijamy naruszony grunt do pierwotnego stopnia zagęszczenia, nie naruszając jego naturalnych warstw o ile takie istnieją. Niedostatecznie zagęszczony grunt to również pustka! Nie wystarczy więc zasypać dołek z obiektem ziemią. Najlepiej wykopać grudę ziemi na odpowiednią głębokość a potem w całości i bez naruszenia włożyć ją z powrotem ubijając powierzchnię do pierwotnego poziomu.

Błąd trzeci – przesterowanie
Problem dotyczy specyficznego rodzaju pomiarów testowych, mających wykazać stopień odporności wykrywacza na tzw maskowanie, czyli zwykle sygnalizowanie obecności kolorowej monety w bliskim sąsiedztwie żelaza lub nawet pod nim(!)
Tego rodzaju testy wyglądają zazwyczaj w ten sposób, że operator układa na podłożu 2 obiekty i zbliża je do siebie lub oddala pokazując odległość przy jakiej wykrywacz widzi monetę a przy jakiej już jej „nie widzi” podczas przemiatania. W tym teście, szczególnie w przypadku czułych prostych wykrywaczy, dochodzić może do przesterowania układu.
Wykrywacz, aby moc stwierdzić obecność małych przedmiotów metalowych w znacznej odległości od sondy, musi być skonstruowany jako bardzo czuły. Już od pierwszego bloku wykrywacza stosowane są bardzo duże wzmocnienia. Jeśli w polu sondy pojawi się więc przedmiot metalowy dający silny sygnał w cewce odbiorczej sondy, a więc przedmiot duży i/lub bardzo bliski, wtedy wzmocniony sygnał jest tak silny, że nie mieści się w zakresie możliwych poziomów wyjściowych wzmacniaczy i następuje zniekształcenie tego sygnału, co pokazuje rysunek 6.



Zniekształcenie sygnału może pojawić się na różnych etapach jego obróbki, jednak najbardziej narażony jest wzmacniacz wstępny oraz wzmacniacze aktywnych filtrów gruntowych. W przypadku przesterowania wzmacniacza wstępnego następuje zniekształcenie zmierzonego sygnału fazy a więc błędne zinterpretowanie rodzaju obiektu. Przesterowanie filtrów gruntowych daje podobny efekt i jeszcze mniej przewidywalny.
Efektem przesterowanie jest więc w znacznej mierze przypadkowa interpretacja rodzaju metalu, czyli w ostateczności błędne zadziałanie układu dyskryminacji.
Wniosek: sprawdzając zdolność rozdzielczą wykrywacza należy zachować bezpiecznie dużą odległość między sondą a analizowaną grupą obiektów, co najmniej kilkucentymetrową w przypadku obiektów wielkości niedużego gwoździa lub niewielkiej monety. Przemiatanie tuż nad obiektami jest niedopuszczalne ponieważ prowadzi do nieprzewidywalnych efektów i w rezultacie fałszywych wniosków. W takich sytuacjach szczególnie szybkie detektory chętnie sygnalizują bowiem obecność obiektów kolorowych, co jest wynikiem niewłaściwych napięć w układach elektronicznych wykrywacza a nie faktycznego wykrycia przedmiotu kolorowego.

Błąd czwarty – skomplikowane układy obiektów
Ten rodzaj błędu również pojawia się przy testach maskowania. Polega na układaniu z gwoździ, śrub i innych popularnych obiektów stalowych przedziwnych figur, w połączeniu z jedną lub kilkoma monetami. W zamyśle ma to udowodnić skuteczne, lub rzadziej nieskuteczne, radzenie sobie wykrywacza z taką sytuacją. Ofiarami tego pseudo-testu padają użytkownicy wykrywaczy dynamicznych, a więc zawierających filtry gruntowe.
Wykrywacz jest tak pomyślany, że radzi sobie dobrze z pojedynczymi obiektami. Jest to skutek przyjętych założeń upraszczających, które odpowiadają najbardziej typowym sytuacjom. Na wyjściu detektora pojawia się wtedy pojedynczy, nazwijmy to „impuls”, stanowiący wektor celu, który potrafi rozpoznać i odpowiednio przyporządkować elektronika czy to analogowa czy cyfrowa wykrywacza. Tymczasem podczas przemieszczania się sondy nad skomplikowanym układem blisko zalegających obiektów, na wyjściu detektora produkowany jest zlepek nierozróżnialnych sygnałów wzajemnie na siebie zachodzących, pojawiających się i zanikających z różną prędkością. Już na tym etapie sygnały są niemal nierozpoznawalne. Po przejściu przez ostre filtry gruntowe, które wprowadzają własne opóźnienia i zniekształcenia fazowe, rezultatem jest całkowicie nieczytelne i nierozpoznawalne „coś”. Nie ma mowy o poprawnej interpretacji rodzaju obiektu. Mylące wnioski wynikają z tego, że często taki układ obiektów żelaznych rzeczywiście zdaje się maskować lub nie maskować obiektów kolorowych. Jednak jest to złudne wrażenie, ponieważ detektor zaprogramowany na sygnalizację wszystkiego co zgłosi fazę zbliżoną do koloru, może ten kolor zgłosić. Wystarczy dobrać odpowiednio układ samych gwoździ, prędkość przemiatania, i detektor wykryje kolor nawet tam gdzie go wcale nie ma! Kwestia tego, czy uda nam się odpowiednio oszukać i zmusić do określonego zachowania filtry gruntowe. Często jednocześnie występuje przesterowanie omawiane w poprzednim punkcie co dodatkowo zniekształca wyniki.
Wniosek: sprawdzanie zachowania się wykrywacza wobec skomplikowanego układu obiektów, szczególnie wykrywacza dynamicznego, jest zupełnie pozbawione sensu z uwagi na nieprzewidywalny i zupełnie odbiegający od wyobrażeń operatora sygnał elektryczny jaki uzyskuje wykrywacz do analizy i prezentacji.

Błąd piąty – ustawienia wykrywaczy
Zjawisko to, o ile można je nazwać błędem a nie celowym działaniem mającym na celu wykazanie wyższości wykrywacza A nad B, jest powszechne ale niestety bardzo trudne do wykazania. Oglądamy film w internecie z którego wynika, że jakiś wykrywacz sobie nie radzi w porównaniu z innym, i wniosek wydaje się być oczywisty. Tymczasem wszystko może być kwestią ustawień.
Porównywanie rożnych wykrywaczy jest wyjątkowo trudnym zadaniem, ponieważ różne wykrywacze są... różne. Mają różnego rodzaju ustawienia. Nawet tak samo działające ustawienia mają różny zakres regulacji. Do tego rożne są stałe czasowe decydujące o prędkości reakcji oraz różne rozwiązania filtrów gruntowych, które, jak pokazałem wcześniej, mogą w istotny sposób zarówno pogorszyć jak i „podciągnąć” wynik. Na koniec – różne wykrywacze mają różne sondy, to jest o różnej wielkości i różnej konstrukcji. To również powoduje preferowanie celów o określonych parametrach.
Tym razem nie ma uniwersalnej rady. Wydaje się, że aby zachować wiarygodność takiego zestawienia należy znać testowane wykrywacze i każdy z nich ustawić do jak najlepszych uniwersalnych parametrów na dany rodzaj terenu. Na dany rodzaj terenu, a nie na dany rodzaj celu! To ważne szczególnie w przypadku skomplikowanych maszyn, które oferują bogate możliwości ustawień i można je spreparować tak, aby idealnie wykrywały to co akurat mierzymy w doświadczeniu. A przecież, ruszając w teren, detektorysta nie wie co ewentualnie znajdzie i ustawia swój sprzęt „uniwersalnie” a nie na przykład na małe monetki zalegające na około 10cm...
G.B.
Wszystkie prawa do niniejszego tekstu oraz powiązanych z nim grafik są zastrzeżone przez autora

*) Niektóre bardzo zaawansowane wykrywacze ze sterowaniem cyfrowym w ogóle nie umożliwiają przeprowadzenia skutecznych testów powietrznych z powodu zastosowanych algorytmów obliczeniowych
_________________
"By working hard and saving my money, I intend to become an immortal superman." - Patient 106
 Autor postu otrzymał 1 piw(a)
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Więcej szczegółów
Wystawiono 1 piw(a):
lechu1976
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
 
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

  
Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Wersja forum PDA/GSM

Template BreatheFX modified by Falcone
Design by: Infected-FX