To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Forum THESAURUS
wykrywacze metali , poszukiwania skarbów, eksploracja, kolekcje

Poszukiwania w Polsce - Twierdzą, że znaleźli zaginiony pociąg ze złotem.

jerzydom - 2015-09-02, 06:30

Ukryty tunel, morderstwo i tajne służby. Łowca skarbów ujawnia kulisy poszukiwań "złotego pociągu"
Tadeusz Słowikowski, emerytowany górnik i członek Dolnośląskiej Grupy Badawczej, który kilkadziesiąt lat poświęcił na poszukiwanie nazistowskich skarbów, w rozmowie z brytyjskim dziennikiem "Daily Mail" ujawnia kulisy poszukiwań "złotego pociągu". Opowiada o morderstwie, które miało pomóc w jego ukryciu oraz o tajemniczej przedśmiertnej spowiedzi, która doprowadziła do sensacyjnego odkrycia.
85-letni mężczyzna, który pół życia spędził na poszukiwaniu nazistowskiego "złotego pociągu" zdradził, że nie tylko zna miejsce jego ukrycia, ale także tożsamość ludzi, którzy dwa tygodnie temu zgłosili się do władz Wałbrzycha z informacją na temat jego lokalizacji.
Pierwsze ofiary "złotego pociągu"

Skąd Tadeusz Słowikowski dowiedział się o pociągu i tajemniczym tunelu, w którym został ukryty? Historia sięga lat pięćdziesiątych.

- O tunelu powiedział mi uratowany przeze mnie Niemiec o nazwisku Schulz. Uchroniłem go przed atakiem ze strony dwóch ludzi, a on w ramach wdzięczności opowiedział mi historię pociągu – powiedział w rozmowie z "Daily Mail" badacz.

Opowieść, którą usłyszał Słowikowski, sięga końcowych dni II wojny światowej i pełna jest sekretów.

- Kilku Niemców zostało na tych terenach po wojnie i pracowało na kolei. Wtedy jeden z nich odkrył wejście do ukrytego we wzgórzu tunelu, który niedaleko wejścia był zablokowany – powiedział Słowikowski.

Pracownik kolei nie powiedział nikomu o swoim odkryciu. Obawiał się, że zostanie zamordowany, podobnie jak rodzina, której życie zostało poświęcone, by ukryć istnienie tajnego tunelu.

Emerytowany górnik postanowił zgłębić historię tajemniczego morderstwa. Dysponuje zdjęciami domu, który miał zamaskować wejście do tunelu.
Z górnego okna widać linię kolejową i wszystko, co się po niej porusza. Piątego maja 1945 r. mieszkająca w nim rodzina została z zimną krwią zamordowana, a cały dom wyburzono. Miało to miejsce na trzy dni przed wejściem do Wałbrzycha Sowietów.

- Ktokolwiek ich zabił, zrobił to, ponieważ nie chciał, by powiedzieli komukolwiek o tym, co widzieli - dodaje badacz.

Człowiek, który odkrył wejście do tunelu, postanowił jednak na łożu śmierci opowiedzieć Schulzowi o tym, co zobaczył. Informacje dotarły do Słowikowskiego.

"Wielu niebezpiecznych ludzi kręci się wokół tej historii"

Mężczyzna zainteresował się historią pociągu, o którym lokalne legendy głoszą, że jest wypełniony zagrabionym Żydom złotem. Badacz posiada mapy z 1928 roku, na których zaznaczona jest linia kolejowa z Wrocławia do Wałbrzycha oraz bocznica, która prowadzi do tunelu. Dziś już nie istnieją.

Badacz opowiada, że w 2003 roku przedstawił organom rządowym wynik swojego śledztwa oraz otrzymał pozwolenie na rozpoczęcie badań terenowych. Wszystko wskazywało jednak na to, że ktoś chciał utrzymać istnienie pociągu w tajemnicy.

- Gdy tylko zaczęliśmy prace, trzech uzbrojonych ludzi w cywilnych ubraniach nakazało nam przestać poszukiwania. Nie wiedzieliśmy, kim są, jednak mam pewne podejrzenia - powiedział 85-latek. – Niedługo po tym mój pies został otruty, drzwi wejściowe do domu zostały zniszczone, a na moich telefonach założono podsłuch. To klasyczna taktyka tajnych służb, kiedy chcą wystraszyć ludzi. To wciąż trwa. Mój telefon jest kontrolowany, jacyś ludzie niedawno powiedzieli, bym trzymał się z boku. Otrzymałem również tajemniczy telefon, w którym powiedziano mi, bym nie wtrącał nosa w obecne działania - relacjonuje Słowikowski

"Daily Mail" informuje, że podobny telefon odebrał również inny proszący o anonimowość odkrywca. - Otrzymałem telefon od tajemniczego człowieka, który kazał mi trzymać się z daleka od całej historii. Wielu niebezpiecznych ludzi zainteresowanych kręci się wokół tej historii, to właśnie oni mogą być autorami telefonu. Ten, który dzwonił, wiedział, że mam pewne informacje na ten temat – powiedział mężczyzna.

Co znajduje się w pociągu?

O sprawie "złotego pociągu" rozpisują się media na całym świecie. Opancerzony pociąg zaginął 70 lat temu, gdy Armia Czerwona zdobywała niemiecki wówczas Wrocław. Niemcy wywieźli z miasta złoto pociągiem. Skarby miały dotrzeć do Świebodzic, a następnie do Wałbrzycha, ale wagony nigdy tam nie dotarły.

Jedna z hipotez mówi, że skład mógł wjechać do tunelu, który miał być wydrążony w dolinie niedaleko osiedla Lubiechów i prowadził pod Zamek Książ. Według różnych źródeł – w wagonach pociągu oprócz złota Wrocławia mogły znajdować się także Bursztynowa Komnata oraz zrabowane dzieła sztuki.

Gapiów przybywa

Wiadomo, że dwaj mężczyźni, Polak i Niemiec, którzy wskazali miejsce ukrycia pociągu, domagają się 10 procent znaleźnego. W połowie zeszłego tygodnia przedstawiciele znalazców "złotego pociągu" spotkali się z władzami Wałbrzycha. Wtedy też poinformowano, że zaginiony pociąg znajduje się na terenie miasta.

W oficjalnym zgłoszeniu, które przekazano samorządowcom, podano dokładne parametry i lokalizację znaleziska.

Specjaliści, z którymi rozmawiało Radio Wrocław, wskazują, że pociąg, który 70 lat temu miał wyruszyć spod Wrocławia, może się znajdować między 61. a 65. km trasy kolejowej Wrocław – Wałbrzych.

Wiceminister kultury już w ubiegłym tygodniu prosił, by nie szukać pociągu na własną rękę. – Zwracam się z apelem, by zaprzestać wszelkich jego poszukiwań, do chwili zakończenia oficjalnej urzędowej procedury, prowadzącej do zabezpieczenia znaleziska. W ukrytym pociągu - co do którego istnienia jestem przekonany - znajdować się mogą niebezpieczne materiały z czasów II wojny światowej. Istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że pociąg jest zaminowany – ostrzega Żuchowski.

Mimo próśb ministra, w miejsce gdzie ponoć ukryty jest pociąg, od kilku dni można spotkać wycieczki, w tym rodziny z dziećmi. Dlatego też od weekendu okolicy między Świebodzicami a Szczawienkiem pilnują policja i Straż Ochrony Kolei
http://wiadomosci.onet.pl...szukiwan/e7rver

jerzydom - 2015-09-02, 10:35

Robi się coraz ciekawiej :-D
Jak to na wojennce ładnie :lol:

Wiem, gdzie jest złoty pociąg

Stanął w obronie rodowitego Niemca, który pozostał w Wałbrzychu po zakończeniu II wojny światowej. Dzięki temu pozostali zaufali mu. Inny Niemiec, zawiadowca stacji powiedział mu pod koniec lat 40-tych o tajemniczej bocznicy i tunelu, w którym mógłby zmieścić się cały pociąg. Tadeusz Słowikowski poświęcił swoje życie na poszukiwania tego miejsca i jako pierwszy do niego dotarł!
– Gdy wracałem z szychty, jeden z górników kopnął starszego Niemca. Zwróciłem mu uwagę, że tak się nie robi i tak z czasem zostałem dopuszczony do tajemnic rodowitych Dolnoślązaków – mówi Tadeusz Słowikowski (86 l.), emerytowany górnik, który już na początku lat 50-tych mówił znajomym i rodzinie o ukrytym „złotym pociągu” na 61. kilometrze trasy Wrocław–Wałbrzych.
– Zawiadowca stacji w Szczawienku herr Schultz i jego pomocnik opowiadali mi, że raz na tej linii zepsuł im się parowóz. Wysiedli i okazało się, że tory, po których jechali, były od lasu oddzielone wysokim parkanem. Za nim zobaczyli budowlę dziwnego tunelu w środku lasu. Wtedy przepędzili ich żołnierze SS – dodaje.
Te słowa nie dawały spokoju panu Tadeuszowi. Zaczął więc baczniej przyglądać się okolicom Wałbrzycha. I dopiął swego. Dotarł w końcu do miejsca, w którym ów tajemniczy tunel z pociągiem mógł się znajdować. Wpadł na to dzięki starym niemieckim mapom oraz obserwacji okolicy. Spostrzegł bowiem, że na jednym z pagórków śnieg co roku bardzo szybko topniał. Świadczyło to o tym, że pod ziemią mógł znajdować się tunel.
Przez wiele lat starał się o pozwolenie na prace wykopaliskowe na tym terenie. Udało mu się je uzyskać dopiero w marcu 2003 roku. Wtedy wraz z synami: Markiem i Zbigniewem, oraz kolegą Andrzejem Gaikiem zaczęli kopać na 61. kilometrze. Natrafili wówczas na resztki muru. Nie mieli jednak szansy dokładnie go zbadać. Po kilku dniach pojawiło się trzech tajemniczych osiłków i ich przepędziło. – Mój tato się wystraszył. Zresztą ja też – mówi Marek Słowikowski (49 l.).
Później kilkakrotnie wracali w to miejsce. Zgodnie twierdzą, że w tym tunelu znajduje się pociąg. – Nie mieliśmy jednak szansy tego sprawdzić – przyznaje syn eksploratora. – Ale są tam szczątki ludzkie – dodaje. – Potwierdziło to dwóch sprowadzonych na miejsce radiestetów.
Prawdziwa gehenna rodziny zaczęła się, gdy w sierpniu gruchnęła informacja o „złotym pociągu”. Grożono im i zastraszano. Kilkakrotnie włamano się do mieszkania. – Mamy też sygnały, że ktoś próbował wejść do tunelu – mówi syn Marek. – Wiemy to, bo na całym terenie umieściliśmy niedawno kamery – dodaje syn. I ma duży żal do mężczyzn, którzy zgłosili odkrycie „złotego pociągu” w Urzędzie Miejskim w Wałbrzychu. – Wykorzystali dokonania mojego ojca i przypisują sobie całą chwałę – mówi.
http://www.fakt.pl/wrocla...uly,570304.html

jerzydom - 2015-09-02, 14:45

Bogusław Wołoszański: "Złoty pociąg"? Naprawdę?

Bogusław Wołoszański odniósł się na swoim blogu do informacji dotyczącej odnalezienia tzw. "złotego pociągu". Popularny historyk nie wierzy w to, że znajduje się tam legendarne złoto. "Czytałem o 300 tonach złota! Skąd, na boga taki zapas złota w upadającej III Rzeszy?! A skąd na Dolnym Śląsku sztaby złota?" - pyta ironicznie Wołoszański.
O tym, że w okolicach Wałbrzycha zlokalizowano historyczny pociąg z okresu II wojny światowej, media informują od kilku dni. Prawnicy reprezentujący dwie osoby prywatne zgłosili ten fakt miejscowemu samorządowi oraz Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Pojawiły się spekulacje, że może chodzić o pociąg ze złotem i innymi cennymi rzeczami, którym pod koniec wojny rzekomo wywieziono z Wrocławia kosztowności, m.in. dzieła sztuki. Nigdy nie odnaleziono jednak zawartości ani samego składu.
W te doniesienia nie dowierza jednak Bogusław Wołoszański. "Wszystkie odnalezione po wojnie skarby ukrywano tak, aby w miarę łatwo je wydobyć. Tak było w Merkers, gdzie złoto i dzieła sztuki złożono w kopalnianej sztolni, a wejście zamurowano cegłami. Liczne skarby odnalezione na terenie Austrii spoczywały w skrytkach na zboczu góry. A wystarczało odgarnąć warstwę ziemi i ponieść drewnianą klapę. Kto by chował je do tunelu, wypełniał minami i zawalał tonami skał, których usunięcie wymagałoby wielotygodniowej pracy ciężkiego sprzętu?" - napisał na swoim blogu.

"Taki pociąg, opancerzony, uzbrojony w armaty, karabiny maszynowe, działka przeciwlotnicze był nadzwyczaj groźny. Dowódca, który podjąłby decyzję o wycofaniu tak cennej broni z walki zostałby rozstrzelany" - argumentuje dalej historyk.

"A tak naprawdę chciałbym bardzo, żeby ten pociąg istniał i żeby go odnaleziono. Byłoby to piękne znalezisko dla Muzeum Kolejnictwa, a samobieżne działa dla Muzeum Wojska Polskiego, czego obydwu muzeum z całego serca życzę. Tyle że pytany przeze mnie jeden z eksploratorów odpowiedział krótko: »to już czwarty pociąg odkryty na Dolnym Śląsku. Ostatni znaleziono w górze Sobiesz, a jeden z ministrów nawet podpisał ze znalazcami umowę«…" - podsumował Wołoszański.
http://wiadomosci.onet.pl...naprawde/7rc8zr

jerzydom - 2015-09-02, 16:10

Historia tajemniczego tunelu ma 50 lat

Na początku 1945 r. z dworca kolejowego w Świebodzicach miał wyjechać pociąg towarowy z tajemniczym ładunkiem. Według różnych, niepotwierdzonych hipotez miał przewozić: dzieła sztuki, depozyty bankowe, rudy rzadkich metali lub pociski z gazami bojowymi. Kolejnym przystankiem na trasie pociągu miała być obecna stacja Wałbrzych Szczawienko. Problem polega na tym, że nigdy do niej nie dotarł. Pomiędzy Świebodzicami i Wałbrzychem pociąg... rozpłynął się w powietrzu.

lHistoria ta jest doskonale znana wszystkim osobom interesującym się tajemnicami Wałbrzycha. Popularnie nazwano ją „sprawą 65 km”, bo właśnie w tym miejscu linii kolejowej nr 274 łączącej Wrocław z Wałbrzychem miał rzekomo istnieć wlot tunelu, w którym ukryto pociąg.

Od ponad pół wieku tę zagadkę próbuje rozwikłać Tadeusz Słowikowski, emerytowany górnik z Wałbrzycha. – O tajemniczym tunelu po raz pierwszy usłyszałem na początku lat 50. od niemieckich górników, z którymi pracowałem na kopalni – mówi pan Tadeusz. – Wcześniej stanąłem w obronie jednego z nich, który został kopnięty przez Polaka. Niemcy byli tym zaskoczeni, ale zyskałem tym ich sympatię i zaufanie. Dzięki temu w trakcie rozmów dowiadywałem się od nich o różnych ciekawych rzeczach, które miały miejsce w trakcie wojny na terenie Wałbrzycha. Słowikowski, zaintrygowany sprawą tunelu, zaczął drążyć temat i docierać do kolejnych świadków, m.in. dwóch Niemców, z których jeden był zawiadowcą na obecnej stacji Wałbrzych Szczawienko, a drugi pomocnikiem maszynisty. Obaj twierdzili, że widzieli tunel. W 1989 r. Tadeusz Słowikowski zainteresował tematem gen. Jerzego Skalskiego, ówczesnego wiceministra obrony narodowej. W piśmie skierowanym do wojewody wałbrzyskiego generał zlecił wnikliwe zbadanie sprawy tajemniczego pociągu, prawdopodobnie przewożącego ładunek pocisków z gazami bojowymi, który mógł zostać ukryty w podziemiach pod zamkiem Książ. Sprawa została zbadana, ale na ślad tunelu i pociągu nie natrafiono. Emerytowany górnik nie rezygnował z wyjaśnienia sprawy. W tym, że poszukiwania należy kontynuować, utwierdzały go informacje zawarte w dokumentach, do których udało mu się dotrzeć. Najbardziej interesujące są te pochodzące z niemieckich archiwów. Wynika z nich, że między 29 kwietnia a 14 maja 1929 r., w miejscu istnienia rzekomego tunelu Niemcy prowadzili zakrojone na szeroką skalę prace geologiczne. Interesowały ich miąższość i skład warstw geologicznych. Mogło to wskazywać na przygotowanie gruntu pod budowę tunelu. W 2002 r. Tadeusz Słowikowski wystąpił o zgodę na rozpoczęcie prac ziemnych do Polskich Kolei Państwowych. Załatwianie formalności zajęło wiele miesięcy. Ostatecznie zakończyły się sukcesem. Przedstawiciele kolei zastrzegli, że prace nie mogą powodować utrudnień w ruchu pociągów na linii kolejowej nr 274 ani doprowadzić do zniszczenia infrastruktury kolejowej. Zezwolenie na przeprowadzenie prac eksploracyjnych miało obowiązywać przez pół roku. Wykopaliska rozpoczęły się 24 marca 2003 r. i zakończyły po trzech dniach, po tym, jak dyrekcja PKP cofnęła zgodę na eksplorację.

Kiedy wydawało się, że sprawa tajemniczego tunelu i ukrytego w nim pociągu pozostanie jedną z miejskich legend, temat nieoczekiwanie wypłynął na wierzch. Dwaj mężczyźni – mieszkaniec Wałbrzycha i obywatel Niemiec – poprzez reprezentującą ich kancelarię prawną zgłosili sprawę odkrycia miejsca, w którym ma stać ukryty pociąg. Najpierw do Starostwa Powiatowego w Wałbrzychu, które ujawniło sprawę. rekla

Ze względu na zawarte w doniesieniu sensacyjne informacje o tym, że w pociągu mogą być np. cenne kruszce, sprawa nabrała światowego rozgłosu i ruszyła lawina spekulacji, czy nie chodzi przypadkiem o złoto wywiezione przez Niemców z Wrocławia. Pełnomocnicy znalazców tonują obecnie informacje o przewożonym złocie i twierdzą, że chodzi o pociąg pancerny. Wiadomo, że jest ukryty w Wałbrzychu, prawdopodobnie w okolicach stacji Wałbrzych Szczawienko. Władze miasta zgłosiły sprawę do Ministerstwa Skarbu Państwa, Ministerstwa Obrony Narodowej oraz Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Kolejny krok w tej sprawie należy do władz państwa. Miała być światowa sensacja, a wyszła kompromitacja Nacisk międzynarodowej opinii publicznej na wyjaśnienie tej sprawy jest ogromny. Polski rząd nie może więc zbagatelizować tematu, chociaż w temacie ukrytych pociągów ze złotem ma przykre doświadczenia z przeszłości. W latach 80. wojsko szukało nazistowskich skrytek przy drodze sudeckiej w rejonie Borowic. Po ich ekspedycji pozostała wielka wyrwa w zboczu. Nic tam nie znaleziono, żołnierze kierowali się wskazówkami... różdżkarzy. Te poszukiwania były częścią wielkiej misji zorganizowanej przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych za zgodą jego szefa, gen. Czesława Kiszczaka. Wizją ukrytego złota Wrocławia zaraził go major kontrwywiadu Stanisław Siorek. Później jako miejsce ukrycia skarbu wskazano mającą istnieć sieć podziemi pod klasztorem w Lubiążu. Również tam prowadzone poszukiwania zakończyły się fiaskiem. Do tematu powrócono w latach 90. Pociągu ze złotem szukano wówczas we wnętrzu góry Sobiesz koło Piechowic. W sprawę miał być zaangażowany premier Józef Oleksy i wicepremier oraz minister finansów Grzegorz Kołodko. Sprawa wyszła na jaw przy okazji otwarcia słynnej szafy pułkownika Jana Lesiaka. Emerytowany oficer Urzędu Ochrony Państwa w specjalnym oświadczeniu stwierdził, że zajmował się wyjaśnieniem zagadki złotego pociągu, który miał wjechać tuż przed zakończeniem wojny do wnętrza góry. Temat miał wypłynąć od Władysława Podsibirskiego, poszukiwacza amatora z podwarszawskich Janek. W maju 1995 r. wiceminister finansów w rządzie Oleksego, Jan Bogutyn, zawarł z nim umowę. Podsibirski miał dostać 10 proc. wartości każdej odnalezionej przez siebie sztabki na tym terenie. Gdy rząd nie dał się namówić na odnalezienie złotego pociągu, Władysławowi Podsibirskiemu udało się przekonać do sfinansowania prac grupę prywatnych inwestorów. Poszukiwania rozpoczęto w 1998 roku z dużym rozmachem. Na Sobiesz sprowadzono ciężki sprzęt, dynamit i urządzenia wiertnicze. Kopano i wiercono w wielu miejscach. Na ślad skarbu nie natrafiono.

– Ta legenda narodziła się wiele lat temu, gdy pan Podsibirski miał niewielką firmę pod Warszawą. Przyjeżdżał do niego zaopatrzeniowiec z jeleniogórskiego PKS-u i karmił go opowieściami o skarbach. Podsibirski uwierzył w coś, czego nie ma – mówi Mieczysław Bojko, prezes Stowarzyszenia Poszukiwaczy Zaginionych Zabytków Talpa, który interesował się górą Sobiesz na początku lat 90.
Na jego prośbę wykonano nawet zdjęcia lotnicze tego miejsca w podczerwieni i ultrafiolecie. Według innej wersji, Podsibirskiego skierowano na błędny trop celowo, by odwrócić uwagę od innych miejsc, w których rzeczywiście coś zostało ukryte. W środowisku poszukiwaczy mówi się też o pewnym epizodzie poszukiwań na górze Sobiesz. Kiedy inwestorzy byli już zniecierpliwieni brakiem efektów, szef ekspedycji poprosił o telefon komórkowy. Poinformował zmęczoną ekipę, że zadzwoni do córki oficera, który ukrywał skarb i odszedł w pobliskie krzaki. Wrócił po chwili ze szczegółowymi informacjami, gdzie stoi lokomotywa i wagony. Gdy poszukiwania także i w tym miejscu nic nie przyniosły, ktoś postanowił sprawdzić numer, pod który dzwoniono. Odezwał się kobiecy głos. Pani przedstawiła się jako specjalistka od wróżb i przepowiedni . Skarb Leonharda von Schrecka zakopany pod zamkiem Grodno Na Dolnym Śląsku nie tylko Wałbrzych i okolice Jeleniej Góry są wymieniane jako wojenne schowki niemieckich nazistów. Na terenie gminy Walim w powiecie wałbrzyskim Niemcy budowali potężny, podziemny kompleks Riese (po polsku Olbrzym). Jego przeznaczenie do dziś pozostaje nieznane, stąd liczne spekulacje dotyczące również skarbów, które miały być ukryte w sztolniach. – Mieszkający od lat 20. w Walimiu Paul Schymura twierdził, że 5 maja 1945 r. władze zakazały mieszkańcom opuszczania domów i nakazały szczelnie zasłonić w nich okna – mówi Łukasz Kazek, radny Walimia i pasjonat historii Gór Sowich. – Tego dnia na głównej drodze Walimia stanął szpaler żołnierzy niemieckich, którzy pilnowali, by mieszkańcy nie wyglądali ze swoich domów. Mimo to Schymura przez uchyloną zasłonę miał widzieć, jak przez miasto przejeżdżało kilkanaście ciężarówek eskortowanych przez żołnierzy niemieckich. Podobna historia miała mieć miejsce również na terenie gminy Walim, a związana jest z zamkiem Grodno w Zagórzu Śląskim. Sprawa sięga kwietnia 1945 r. Pod osłoną nocy w kierunku zamku nadjechała rzekomo wojskowa ciężarówka Opel Blitz. Miejsca w szoferce obok kierowcy zajmowali oficer w mundurze SS oraz major Wehrmachtu, specjalista od prac minerskich. W bramie wejściowej do zamku czekało dwóch szeregowych esesmanów, którzy zdjęli z ciężarówki dwie obite blachą skrzynie i wnieśli do wydrążonego pod zamkowym dziedzińcem tunelu. Później saper zabezpieczył minami jego wlot. Wejście zostało zawalone i zamaskowane. Relacja ma pochodzić od osoby utrzymującej, że jest wspomnianym wcześniej majorem Wehrmachtu, który maskował tunel. Major, przedstawiający się jako Leonhard von Schreck, miał opisać całą sprawę w listach do Joanny Lamparskiej, byłej dziennikarki naszej gazety i autorki książek o tajemnicach Dolnego Śląska. Kilka lat temu próbowano zweryfikować informacje dotyczące ukrycia skrzyń. Dziedziniec zamku został zbadany przez specjalistów dysponujących georadarem i magnetometrem. Wyniki prac wykazały, że pod dziedzińcem istnieje pusta przestrzeń. Może to być tajemniczy tunel, a równie dobrze pozostałości klatki schodowej, która wiodła do wyjścia u podnóża zamku. Jednak nie wszystkie opowieści związane z ukrywanymi przez Niemców na Dolnym Śląsku skarbami pozostają tylko legendami. Po tym, jak w 1941 r. pierwsza aliancka bomba została zrzucona na Bibliotekę Pruską w Berlinie, zapadła decyzja o wywiezieniu jej najcenniejszych zbiorów w bezpieczne miejsca. Jednym z nich był zamek Książ, który pozostawał poza zasięgiem bombowców RAF. Do Książa miało łącznie trafić ponad 500 skrzyń. Było w nich ukryte m.in.: około 19 tys. rękopisów z Bliskiego Wschodu oraz spuścizna twórcza Mozarta, Beethovena, Bacha, Schumanna i Barholdiego. Do najcenniejszych zbiorów, które przewieziono samochodami i koleją do Książa, zaliczano dzieła Mozarta, oryginalne partytury „Wesele Figara”, „Uprowadzenie z Seraju”, czy „Czarodziejski flet”. Zbiory Berlinki, jak nadal się je potocznie nazywa, pozostawały w Książu do przełomu 1944 i 1945 r. Przewieziono je wówczas do klasztoru w Krzeszowie koło Kamiennej Góry. Tylko dzięki temu nie trafiły w ręce żołnierzy Armii Czerwonej. Zbiory ukryte w Krzeszowie Polacy w tajemnicy przed Rosjanami i Niemcami przewieźli do Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Sprawa z nimi związana wypłynęła nieoczekiwanie 27 maja 1977 r. Edward Gierek gościł wówczas z oficjalną wizytą w Berlinie i przekazał Erichowi Honeckerowi wyjątkowy prezent. Były to trzy czerwone, ozdobne skrzyneczki, w których umieszczono rękopisy dzieł Mozarta: opery „Czarodziejski flet”, mszy c-moll oraz symfonii „Jupiter”. Ponadto część 9. symfonii i 3. koncert fortepianowy Beethovena oraz koncerty na dwa fortepiany Bacha. Z zamkiem Książ związana jest też sprawa Bursztynowej Komnaty. Zwolennicy teorii twierdzą, że miała być zainstalowana w sali Konrada, która ma identyczne wymiary jak Bursztynowa Komnata


http://www.kurierlubelski...,3,id,t,sa.html

Może to część skarbu z pociągu

Policja znalazła srebrne monety z XI wieku w mieszkaniu puławianina

31-letni mieszkaniec z Puław, posiadacz monet pochodzących z XI wieku, od dłuższego czasu próbował ustalić ich wartość, bo chciał je sprzedać. Sprawą zainteresowała się policja. Według Lubelskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków są to srebrne monety pochodzące najprawdopodobniej ze skarbu odkrytego w 1932 roku w Karczmiskach. Policjanci wyjaśniają w jaki sposób znalazły się w jego rękach.

- Puławscy policjanci w wyniku przeszukania mieszkania odnaleźli 13 srebrnych i niezwykle rzadkich monet pochodzących z XI wieku - mówi kom. Marcin Koper. - Wśród zabezpieczonych monet jest 12 denarów datowanych na lata 1070-1138 z wizerunkami Bolesława II Śmiałego i Bolesława II Krzywoustego oraz jeden Brakteat (moneta wybijana jednostronnie z cienkiej blaszki na miękkiej podkładce). Puławscy policjanci są w posiadaniu opinii Lubelskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, który stwierdził, że zabezpieczone monety pochodzą najprawdopodobniej ze skarbu odkrytego w 1932 roku w Karczmiskach.

Niemal wszystkie odkryte wówczas monety (4500 sztuk) trafiły przed wojną do Zbiorów Sztuki na Zamku Królewskim w Warszawie. Skarb przepadł w czasie II wojny światowej. Policjanci wyjaśniają w jakich okolicznościach monety znalazły się w rękach puławianina. - Pamiętajmy, że wszystkie przedmioty będące zabytkami archeologicznymi odkrytymi, przypadkowo odnalezionymi albo pozyskanymi w wyniku badań archeologicznych stanowią własność Skarbu Państwa - mówi kom. Marcin Koper.

http://www.kurierlubelski...anina,id,t.html

jerzydom - 2015-09-02, 17:30

"Złoty pociąg": dotarliśmy do ważnych wojskowych planów

Uzyskaliśmy kopię dokumentu, którego oryginał znajduje się w Centralnym Archiwum Wojskowym. To wykaz bocznic kolejowych eksploatowanych po zakończeniu II wojny światowej przez Wojsko Polskie i radzieckie, jak również bocznic używanych wcześniej przez Niemców dla celów wojskowych, m.in. na Dolnym Śląsku.

W wykazie ujęta została bocznica na terenie Lubiechowa, dzielnicy Wałbrzycha. Miała być zlokalizowana na 64,938 km obecnej linii kolejowej nr 274 z Wrocławia do Wałbrzycha. To właśnie to miejsce od kilkunastu dni przykuwa uwagę opinii publicznej na świecie i przyciąga do Wałbrzycha poszukiwaczy skarbów. W okolicach 65. kilometra miał bowiem być wlot do tunelu, w którym Niemcy podobno ukryli pociąg pancerny z cennym ładunkiem. Z dokumentu wynika, że bocznica została zbudowana przez Niemców na przełomie 1944 i 1945 r. W jej pobliżu były dwa drewniane baraki. Być może przeznaczone dla wartowników, ale o tym nie napisano w dokumencie. Po bocznicy mogły kursować również ciężkie parowozy. Najbardziej intrygujący zapis w dokumencie pojawił się w rubryce dotyczącej rozjazdów. Napisano tam: wszystkie wyminowane. Niestety, w dokumencie nie ma informacji, co rozumieć pod pojęciem „wyminowane”. Czy chodzi o to, że obiekt został zabezpieczony materiałami wybuchowymi, czy został rozminowany, czy też przy użyciu min wysadzony w powietrze.
Być może sprawę uda się wyjaśnić Ministerstwu Obrony Narodowej, do którego wojewoda dolnośląski przekazał sprawę „złotego pociągu” z Wałbrzycha. Minister już zapowiedział, że poszukiwaniem pociągu zajmą się najlepsi wojskowi fachowcy. – Georadarem wojsko zbada teren o powierzchni około dwóch hektarów, który wskazali dwaj znalazcy jako miejsce ukrycia pociągu pancernego – wyjaśnia Roman Szełemej, prezydent Wałbrzycha. Nie będzie to pierwsze zaangażowanie wojska w sprawę tajemniczego pociągu, który miał zostać podobno ukryty przez Niemców gdzieś na terenie Wałbrzycha. W 1989 r. Tadeusz Słowikowski, emerytowany górnik z Wałbrzycha, który wyjaśnianiem tajemnicy pociągu zajmuje się od ponad pół wieku, zainteresował sprawą Ministerstwo Obrony Narodowej. Generał Jerzy Skalski, ówczesny wiceminister obrony narodowej, przesłał pismo w tej sprawie do Władysława Piotrowskiego, ówczesnego wojewody wałbrzyskiego i zarazem szefa obrony cywilnej na tym terenie. Wiceminister informował wojewodę o prawdopodobieństwie znajdowania się w zasypanym tunelu pod zamkiem Książ w Wałbrzychu pociągu z okresu wojny z ładunkiem bojowych środków trujących. Ponadto w piśmie czytamy, że dotarcie do tego miejsca będzie wymagało wydrążenia tunelu. Prace miało wykonać przedsiębiorstwo robót górniczych, które świadczyło wówczas usługi dla wałbrzyskich i noworudzkich kopalń węgla kamiennego. Generał zadeklarował wojewodzie wsparcie ekspertów wojskowych, m.in. w zakresie rozminowania oraz neutralizacji zagrożenia, jeśli potwierdzi się informacja o składowaniu pod zamkiem pocisków z gazami bojowymi.
Zakres prac pod zamkiem wykonanych na zlecenie wiceministra nie jest powszechnie znany. O tym, że zostały przeprowadzone, świadczy pismo, które Tadeusz Słowikowski otrzymał w 1991 r. od Jerzego Świteńkiego, ówczesnego wojewody wałbrzyskiego. – Wojewoda powiadomił mnie, że prace przeprowadzone pod zamkiem Książ nie doprowadziły do wykrycia zagrożeń, ale nie wykluczyły takiej ewentualności – mówi Tadeusz Słowikowski. – Podziękował mi również za zaangażowanie w wyjaśnienie tej sprawy. W sprawie pancernego pociągu, prawdopodobnie z cennym ładunkiem, o którym w oficjalnym piśmie do Urzędu Miejskiego w Wałbrzychu poinformowali dwaj tajemniczy znalazcy, wciąż więcej pytań niż odpowiedzi. Nie przeszkadza to Wałbrzychowi w wykorzystaniu swoich pięciu minut w światowych mediach. Miasto ruszyło z kampanią promocyjną Explore Wałbrzych, czyli Odkrywanie Wałbrzycha. W logo promującym kampanię literę „ł” w nazwie miasta zastąpiono literami „Au”, symbolem złota w układzie okresowym pierwiastków.

http://www.gazetawroclaws...lanow,id,t.html

jerzydom - 2015-09-02, 20:47

Złoty pociąg do sensacji. Tak może wyglądać poszukiwany skarb!

Jedna legenda nakłada się na drugą, a prawdziwe odkrycia inspirują śmiałe teorie. Co może być w TYM pociągu? Spekulacje nie ustają. My sprawdziliśmy, jak może wyglądać poszukiwany na terenie Wałbrzycha legendarny skład!
Skarb z Breslau

Zaginione złoto z Wrocławia to nie mit. Na przełomie 1944 i 1945 roku w obliczu oblężenia miasta przez Armię Czerwoną władze wojskowe apelowały do ludności, aby oddawała w depozyt pieniądze, kosztowności i papiery wartościowe.
Wszystko, co w ten sposób zebrano, trafiło na przechowanie najpierw do podziemi budynku komendy głównej policji. Stalowych skrzyń było ponad 50 (niektóre ważyły nawet 200 kg), drewnianych jeszcze więcej. Tyle faktów.

Niemcy mieli załadować skrzynie do pociągu, który rzekomo łatwiej mógłby opuścić oblężony Wrocław niż konwój samochodowy. Jadący przez Świebodzice skład miał dotrzeć do Wałbrzycha. Nigdy nie dotarł – i tu zaczynają się spekulacje.

Kolejarzy i członków konwoju wojskowego miało zgładzić SS. Potem skład miał zniknąć w ukrytym potem tunelu. Gdzie? Wskazywano na okolice Lubiechowa. Innym tropem były sztolnie wydrążone przez hitlerowców w zboczach Góry Sobiesz (Piechowice k. Jeleniej Góry) – podczas wojny w tutejszych zakładach zbrojeniowych produkowano m.in. torpedy.

UOP zabrał mu mapy?

Świadectwo pewnego niemieckiego policjanta (związanego po wojnie z Wehrwolfem – pohitlerowską partyzantką) wskazywało jednak, że złoto opuściło Wrocław w ciężarówkach. Miało zostać ukryte w którymś z kilku miejsc – wymienił m.in. Cieplice, zamek Grodziec czy górę Wielisławka. Szukano bez skutku.

"Gdzieś w Sudetach do dzisiaj leży siedem ton złota" – pisała pięć lat temu "Gazeta Wrocławska". Trudno ocenić wiarygodność tamtego zeznania, bo prawdopodobnie zostało ono wymuszone przez polską bezpiekę. Sprawę "wrocławskiego złota" łączy się teraz ze "złotym pociągiem", choć to raczej dwie odrębne, nakładające się na siebie historie.

W tym kontekście warto jednak wspomnieć, że w połowie lat 90. Władysław Podsibirski – poszukiwacz skarbów pochodzący z Janek – zdołał przekonać resort finansów, aby podpisano z nim umowę obejmującą "10 proc. znaleźnego", jeśli on sam zdoła odnaleźć skarb w okolicach wspomnianych Piechowic.

Wartość jego rewelacji (szukał ponoć poniemieckiego złota od lat 70.) weryfikował Urząd Ochrony Państwa – ale po paru miesiącach służby uznały, że nie ma się czym ekscytować. Podsibirski był ponoć rozczarowany, że UOP zabrał mu mapy. Zdołał przekonać prywatnych inwestorów do sfinansowania poszukiwań, ale niczego przy ich okazji nie znaleziono.

Zawiadowca Schultz mówi o tajemniczym pociągu

Przy okazji sprawy "złotego pociągu" przypomniał o sobie Tadeusz Słowikowski – emerytowany górnik i poszukiwacz skarbów w Wałbrzychu i okolicach.

Twierdzi, że już w latach 50. dowiedział się (od Niemców pracujących w wałbrzyskich kopalniach razem z Polakami) o zamaskowanym tutaj tunelu. Z kolei opowieść o tajemniczym pociągu usłyszał od innego Niemca, "o nazwisku Schultz, który w czasie wojny był zawiadowcą na stacji Wałbrzych Szczawienko". To właśnie okolice 61-65 kilometra trasy kolejowej Wrocław-Wałbrzych, o których dziś mówi się najwięcej.

Ponoć w roku 1945 rodzina, która mieszkała nieopodal i znała położenie tunelu, została zamordowana w tajemniczych okolicznościach tuż przed wkroczeniem Sowietów. Według Słowikowskiego na posiadanych przezeń mapach z 1928 r. widać było nieistniejącą po wojnie bocznicę kolejową.

Ale gdy już w XXI wieku Słowikowski zaczął wnioskować o rozpoczęcie badań terenowych w tej okolicy, zaczął odbierać m.in. telefony z pogróżkami. Uważał, że tajne służby otruły jego psa i zniszczyły drzwi wejściowe w jego domu, aby odstraszyć go od zajmowania się poszukiwaniami. PKP najpierw wydały mu zgodę na prowadzenie wykopalisk poszukiwawczych, a potem ją cofnęły – uznając, że prace zagrażają bezpieczeństwu ruchu kolejowego.

Słowikowski sądził, że tunel (wysadzony przez Niemców w maju 1945 r. i zamaskowany) biegł w kierunku podziemi Zamku Książ. Nigdy natomiast nie wierzył, aby w "złotym pociągu" rzeczywiście było złoto – stawiał raczej na materiały wojskowe.
Gdzie się podziała Bursztynowa Komnata?

Fryderyk Wilhelm podarował ją Piotrowi Wielkiemu w imię sojuszu prusko-rosyjskiego i w ten sposób Bursztynowa Komnata trafiła do Petersburga. Na jej ściany składały się dziesiątki metrów kwadratowych wyszlifowanego i dopasowanego bursztynu.

W 1941 r. cofający się Sowieci próbowali bezskutecznie ukryć Komnatę, ale Niemcy ją odkryli, zdemontowali i w częściach przetransportowali do Königsbergu, czyli Królewca. Pokazywali ją na tamtejszym zamku, ale gdy z kolei im klęska zajrzała w oczy, znów zapakowali Komnatę do skrzyń i ukryli w zamkowych podziemiach. Ślad po niej się urwał.

Jedna z hipotez głosiła, że Komnatę Niemcy próbowali ewakuować w ładowniach "Wilhelma Gustloffa", ale poszła na dno Bałtyku razem ze statkiem. Pomoc w odszukaniu skarbu oferował nazistowski gauleiter Erich Koch – w czasie wojny osławiony grabieżca dzieł sztuki. Odsiadując dożywocie w więzieniu w Barczewie k. Olsztyna, zapewne szukał jakiejś karty przetargowej. Ale o Bursztynowej Komnacie nie miał wiele do powiedzenia.

Prywatni poszukiwacze skarbów latami próbowali odnaleźć ślad. Armia Czerwona zaczęła szukać Komnaty jeszcze w 1945 roku. Niewykluczone, że Sowieci tylko symulowali te wysiłki – aby ukryć przed światem fakt, że unikatowe dzieło zniszczyli sami, podczas ostrzału zamku w Królewcu.
Co to wszystko ma wspólnego ze "złotym pociągiem"? Kilka dni temu brytyjski dziennikarz śledczy Tom Bower, który napisał m.in. książkę o poszukiwaniach nazistowskich skarbów, sugerował, że w wagonach owego pociągu może być ukryta właśnie Bursztynowa Komnata.

Fałszywe nadzieje z prawdziwych odkryć

Wyobraźnię dzisiejszych łowców sensacji rozpalają całkiem prawdziwe niegdysiejsze odkrycia.

W 1945 r. Amerykanie zatrzymali i przejęli "złoty pociąg" w Austrii – wiózł on niewiarygodne ilości złota, diamentów, biżuterii, zachodnich walut i dzieł sztuki. Prawdopodobnie był to owoc wielomiesięcznej grabieży dokonanej na węgierskich Żydach, których setki tysięcy hitlerowcy wysłali do Auschwitz.

Sprawa pociągu była przedmiotem wieloletnich kontrowersji: część dóbr ze "złotego pociągu" tajemniczo rozpłynęła się w powietrzu. Krążyły pogłoski, że drogocenne meble czy sztućce przywłaszczyli sobie amerykańscy generałowie.

W latach 90., za prezydentury Clintona, wyszło na jaw więcej skandalicznych szczegółów dotyczących sprawy "złotego pociągu". Organizacje żydowskie zaczęły się domagać od władz USA odszkodowań na rzecz ocalonych z Holocaustu (skończyło się na ugodach) – o czym należy wspomnieć w kontekście dzisiejszego zainteresowania sprawą Światowego Kongresu Żydów.

Z kolei w kopalni soli Merkers (Turyngia) w kwietniu 1945 r. amerykańskie oddziały odkryły część zasobów Banku Rzeszy, które hitlerowcy postanowili uprzednio wywieźć z Berlina po jego bombardowaniu. Ten gigantyczny skarb przetransportowano właśnie do Merkers. Amerykanie dowiedzieli się o nim nieco przypadkiem, od dopiero co uwolnionych w tamtym miejscu robotników przymusowych.

W podziemiach znaleźli sztabki złota, złote monety, kufry z diamentami i worki z banknotami. A także, co nie mniej istotne: dzieła sztuki. Skala znaleziska była taka, że do Merkers przyjechał sam generał Eisenhower. Wystarczy popatrzeć na zdjęcia z Merkers, aby zrozumieć, dlaczego dzisiejsi łowcy skarbów na wieść o "złotym pociągu" tracą głowę.

Wolfram, gaz bojowy, a może… Wunderwaffe

Anonimowi "odkrywcy" napisali do władz Wrocławia, że "pociąg mieści w sobie także przedmioty wartościowe, cenne materiały przemysłowe oraz kruszce szlachetne". Pojawia się w tym kontekście nazwa wolframu – surowca kluczowego dla Niemców podczas wojny, bo niezbędnego do produkcji pocisków przeciwpancernych.

Od 1943 r. Niemcy mieli regularny problem z dostawami tego surowca, sprowadzanego wcześniej głównie z Portugalii i Hiszpanii. Wszystkie możliwości importu wolframu stracili rok później, gdy alianci zajęli Francję. Trudno powiedzieć, po co na początku 1945 r. mieliby ukrywać tak ważny ładunek w jakimś tajemniczym tunelu – niemniej takie przypuszczenie sformułował np. wspomniany Tadeusz Słowikowski.

O ile można byłoby jeszcze przypuszczać, że "złoty pociąg" przewoził w rzeczywistości broń i amunicję, o tyle np. Bogusław Wołoszański kilka dni temu zakwestionował możliwość, aby mógł być zaminowany.

"Wszystkie odnalezione po wojnie skarby ukrywano tak, aby w miarę łatwo je wydobyć. [W Merkers] złoto i dzieła sztuki złożono w kopalnianej sztolni, a wejście zamurowano cegłami. Liczne skarby odnalezione na terenie Austrii spoczywały w skrytkach na zboczu góry. A wystarczało odgarnąć warstwę ziemi i ponieść drewnianą klapę. Kto by chował je do tunelu, wypełniał minami i zawalał tonami skał, których usunięcie wymagałoby wielotygodniowej pracy ciężkiego sprzętu? A jak najpierw rozbroić miny, żeby nie eksplodowały w łopacie koparki?" – pisze Wołoszański na swoim blogu (wśród licznych jego książek znajduje się również pozycja "Skarby III Rzeszy").

Nie sposób na poważnie komentować spekulacji, jakoby pociąg miał zawierać np. kanistry z gazami bojowymi. Równie dobrze można spekulować, że w środku znajduje się któraś z "cudownych broni Hitlera" – np. "latający spodek" V-7. Albo części rakiet Von Brauna i Strugholda, które miałyby wynieść hitlerowców na Księżyc.

Bogata wyobraźnia kryjąca się za tymi domysłami zbliża je do okolic "Indiany Jonesa i poszukiwaczy zaginionej Arki" albo gier komputerowych, których akcja dzieje się na zamku Wolfenstein i w okolicach. Czekając na nowe fakty i teorie dotyczące "złotego pociągu" warto pamiętać, że mówimy o znalezisku, którego na razie nikt nie znalazł. I to nie dlatego, że któraś z ukrytych w jego wnętrzu "cudownych broni Hitlera" uczyniła go niewidzialnym.

Pod linkiem pokaz slajdów
http://wiadomosci.onet.pl...ny-skarb/bb0kjm

jerzydom - 2015-09-02, 21:04

Belka: "złoty pociąg" to jakaś kaczka

Chyba nikomu nie przyszło do głowy, żeby kwestii "złotego pociągu" poświęcić nawet sekundę. Przecież to jest jakaś kaczka - powiedział prezes Narodowego Banku Polskiego prof. Marek Belka na konferencji prasowej po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężniej. - Zwykle omawiamy bardziej pieprzne plotki niż pociągi - dodał członek RPP prof. Adam Glapiński.
Belka pytany był, czy na posiedzeniu RPP omawiana była kwestia tzw. złotego pociągu, którą od kilku dni żyją polskie i światowe media. - Chyba nikomu nie przyszło do głowy, żeby tej kwestii poświęcić nawet sekundę. Przecież to jest jakaś kaczka - powiedział prezes NBP.
- Zwykle omawiamy bardziej pieprzne plotki niż pociągi - zaznaczył obecny na konferencji członek RPP prof. Adam Glapiński.
Gdzie jest pociąg?
Od kilku dni media informują, że w okolicach Wałbrzycha zlokalizowano historyczny pociąg z okresu II wojny światowej. Prawnicy reprezentujący dwie osoby prywatne zgłosili ten fakt miejscowemu samorządowi, domagając się od Skarbu Państwa należnego – ich zdaniem - dziesięciu procent znaleźnego.
Pojawiły się przy tym spekulacje, że może chodzić o tzw. pociąg ze złotem i innymi cennymi rzeczami, którym pod koniec wojny wywieziono z Wrocławia m.in. dzieła sztuki. Nigdy nie odnaleziono ani zawartości, ani samego pociągu.

Generalny Konserwator Zabytków, wiceminister kultury Piotr Żuchowski powiedział w piątek, iż jest "na ponad 99 proc." przekonany, że tzw. złoty pociąg istnieje. Jak ocenił, może nim być zlokalizowany niedawno k. Wałbrzycha historyczny pociąg z okresu II wojny światowej. Żuchowski zaznaczył jednocześnie, że "dowodem jednoznacznym może być jedynie dotarcie do tego pociągu".

Wojewoda dolnośląski zwołał w poniedziałek zespół zarządzania kryzysowego z powodu dużego zainteresowania poszukiwaniem tzw. złotego pociągu w rejonie Wałbrzycha.
http://tvn24bis.pl/z-kraj...zka,573849.html

jerzydom - 2015-09-02, 21:11

Minister kultury o tzw. złotym pociągu: to raczej wiara w legendy
Sprawa tzw. złotego pociągu to w tej chwili bardziej wiara, nadzieja i zaufanie w jakieś legendy. Niektórzy wierzą, inni nie wierzą, wiedzy nie mamy żadnej - powiedziała minister kultury i dziedzictwa narodowego Małgorzata Omilanowska. Pytana, czy zakazała pracownikom ministerstwa wypowiadania się na temat pociągu, odesłała dziennikarzy z wszelkimi pytaniami do "jedynej właściwej osoby", czyli wojewody.
Omilanowska została poproszona przez dziennikarzy o komentarz nt. wypowiedzi Generalnego Konserwatora Zabytków, sekretarza stanu w resorcie kultury Piotra Żuchowskiego, który podczas piątkowego briefingu prasowego wyraził przekonanie, iż tzw. złoty pociąg istnieje i że może nim być zlokalizowany niedawno k. Wałbrzycha historyczny pociąg z okresu II wojny światowej.
- Sprawa złotego pociągu to w tej chwili bardziej wiara, nadzieja i zaufanie w jakieś legendy. (...) Dzielimy się na tych, którzy wierzą mocniej i na tych, którzy są sceptykami. Niektórzy wierzą, inni nie wierzą, wiedzy nie mamy żadnej - powiedziała szefowa resortu kultury.

Minister kultury odsyła do wojewody

- Urzędnicy ministerstwa od poniedziałku rano atakowani są przez media zaproszeniami do studiów filmowych, do radia, do udzielania wywiadów. Telefony rozlegają się w różnych departamentach. My jesteśmy urzędem, który ma zadania do wykonania i bardzo trudno mi wyobrazić sobie, żeby kilkudziesięciu pracowników ministerstwa wypowiadało się do mediów na temat, na który nie mają zielonego pojęcia - powiedziała Omilanowska.
Zwracając się do dziennikarzy, minister dodała: - Państwu tak bardzo zależy na nowych wiadomościach, że nawet jesteście gotowi nagrywać najbardziej niestworzone opowieści, które ktoś wam będzie przekazywał.

Na pytanie, czy zakazała swoim pracownikom wypowiadać się na temat tzw. złotego pociągu, Omilanowska odpowiedziała, że "dba po prostu o ciszę i spokój w ministerstwie". - I poprosiłam o to, aby wszystkie zapytania medialne kierować do jedynej w tej chwili właściwej w sprawie osoby, a więc wojewody, który (...) odpowiada za reprezentowanie rządu w terenie i jest bezpośrednio zaangażowany w tę sprawę - dodała.

Pytana, czy - po wypowiedziach na temat tzw. złotego pociągu - odbyła z Piotrem Żuchowskim "ostrą rozmowę", czy jej zdaniem Żuchowski "powiedział za dużo" i czy dostał zakaz dalszego wypowiadania się na temat tzw. złotego pociągu, Omilanowska odparła, że "żyjemy w kraju demokratycznym wolnych ludzi, doceńmy to".

- Jedyna informacja, jaką przekazałam pracownikom, to prośba, aby kierowali wszystkie zapytania medialne do najbardziej zainteresowanej i najlepiej zorientowanej w tej chwili w postępie prac osoby, czyli rzecznika prasowego wojewody - powiedziała minister.

Omilanowską pytano też w środę o żądania prawników, żeby zdymisjonować konserwatora. - Ja nie otrzymałam żadnego pisma w tej sprawie, więc nie mogę się do tej sprawy odnieść - odparła.

Doniesienia o "złotym pociągu"

Od kilku dni media informują, że w okolicach Wałbrzycha (Dolnośląskie) zlokalizowano historyczny pociąg z okresu II wojny światowej. Prawnicy reprezentujący dwie osoby prywatne zgłosili ten fakt miejscowemu samorządowi, domagając się od Skarbu Państwa należnego - ich zdaniem - 10 proc. znaleźnego.

Pojawiły się przy tym spekulacje, że może chodzić o tzw. pociąg ze złotem i innymi cennymi rzeczami, którym pod koniec wojny wywieziono z Wrocławia kosztowności m.in. dzieła sztuki. Nigdy nie odnaleziono zawartości, ani samego pociągu.

Generalny Konserwator Zabytków, wiceminister kultury Piotr Żuchowski powiedział w piątek, że jest "na ponad 99 proc." przekonany, że tzw. złoty pociąg istnieje. Jak ocenił, może nim być zlokalizowany niedawno k. Wałbrzycha historyczny pociąg z okresu II wojny światowej. Żuchowski zaznaczył jednocześnie, że "dowodem jednoznacznym może być jedynie dotarcie do tego pociągu".

Wojewoda zwołał w poniedziałek zespół zarządzania kryzysowego z powodu dużego zainteresowania poszukiwaniem tzw. złotego pociągu w rejonie Wałbrzycha.
http://wiadomosci.wp.pl/k...l?ticaid=11583d

jerzydom - 2015-09-03, 07:57

Złoto Inków, Bursztynowa Komnata, skarb templariuszy. Legendarne skarby w Polsce
Gorączka złota zapanowała na wieść o nazistowskim pociągu, który ukryty gdzieś na terenie Wałbrzycha ma mieścić w sobie legendarne niemieckie złoto lub inne kosztowności. Nie jest to jednak jedyny skarb mający znajdować się w granicach Polski – nie brakuje legend o Bursztynowej Komnacie, bogactwie templariuszy czy Inków. Czasem jednak stają się one prawdą, a skarby znajdują się na przysłowiowe wyciągnięcie ręki.
Nie ustają spekulacje o tym, co ma znajdować się we wnętrzu pancernego pociągu, o którym w ostatnich tygodniach zrobiło się bardzo głośno. Sami znalazcy w przedstawionym przez lokalne media piśmie wskazywali, że może on mieścić „przedmioty wartościowe, cenne materiały przemysłowe oraz kruszce szlachetne”. Niektórzy chcieliby w nim widzieć legendarne złoto Wrocławia, inni - tajne plany nazistów, a jeszcze inni studzą emocje i wspominają o cennych dla przemysłu wojennego metalach takich jak wolfram czy glin.
Jedno jest pewne – wizja skarbu ukrytego pod ziemią rozpala wyobraźnię wielu mniej i bardziej doświadczonych poszukiwaczy, którzy tłumnie przybywają do Wałbrzycha. Warto jednak dodać, że to nie jedyny skarb, który ma znajdować się w granicach Polski i nie pierwszy, o którym zrobiło się głośno. Legendy o ukrytych bogactwach co pewien czas odżywają na nowo i budzą emocje wśród poszukiwaczy skarbów i nie tylko.

Zaginiona komnata owiana legendami

Bursztynowa Komnata jest chyba najbardziej owianym legendami zaginionym skarbem – dotychczas wskazywano co najmniej kilkanaście ewentualnych jej lokalizacji tylko na terenie Polski, a warto dodać, że spekulowano również o jej ukryciu w Królewcu (Kaliningradzie), a także wschodnich Niemczech. Czym była słynna Bursztynowa Komnata i jakie były jej losy? W 1701 r. pierwszy król w Prusach, Fryderyk I, zamówił do swojego gabinetu w zamku Charlottenburg bursztynowy wystrój. Przygotowaniem niezwykłego dzieła zajęli się gdańscy mistrzowie. W 1716 r. Fryderyk Wilhelm I, syn Fryderyka I, podarował Bursztynową Komnatę carowi rosyjskiego Piotrowi Wielkiemu na znak przyjaźni i zawartego sojuszu.

Komnata najpierw znajdowała się w Petersburgu, jednak w połowie XVIII w. została przewieziona do rezydencji w Carskim Siole. Tam pozostała do 1941 r., gdy została zrabowana przez Niemców i wywieziona do Królewca. Ostatnim potwierdzonym faktem w sprawie Bursztynowej Komnaty jest jej ukrycie w piwnicach zamku w Królewcu w 1944 r. Wojska radzieckie, które weszły do miasta w 1945 r. nie znalazły skarbu. Rozpoczęły się wówczas domysły i poszukiwania prowadzone zarówno przez amatorów, jak i rządy Niemiec oraz Związku Radzieckiego.

Tropy prowadzą na Dolny Śląsk. W 2000 r. historyk Stanisław Stulin, powołując się na relację naocznego świadka, stwierdził, że Komnata może być ukryta w podziemiach zamku w Bolkowie. Choć przeprowadzone badania georadarowe wykazały, że pod budowlą znajduje się pomieszczenie podziemne, to nie udało się zweryfikować tego, czy rzeczywiście znajduje się tam słynny skarb.

Pozostajemy na Dolnym Śląsku – tym razem kierujemy się jednak w okolice Wałbrzycha. Tam – w Górach Sowich i okolicach Zamku Książ – istnieje niedokończona przez Niemców olbrzymia sieć podziemnych korytarzy i bunkrów nosząca nazwę „Riese” (Olbrzym). Właśnie w tamtych sztolniach miało znajdować się duże podziemne pomieszczenie, do którego trafić miała Bursztynowa Komnata. Jej istnienia w kompleksie „Riese” nie potwierdzono.

Inny, znacznie starszy trop prowadzi do miejscowości Dzikowo Iławeckie na Warmii, gdzie znajdują się ruiny pałacu. To, że właśnie tam znajduje się komnata, miały potwierdzać co najmniej trzy źródła, w tym zeznania polskich i niemieckich jeńców. Szeroko zakrojone poszukiwania prowadzone przez służby, konserwatorów zabytków i archeologów wykluczyły jednak, by w podziemiach pałacu znajdował się skarb.

Na liście miejsc, gdzie miałaby się znajdować komnata, znaleźć można jeszcze m.in. Zamek Czocha w Leśnej, Gdańsk, Słobity w województwie warmińsko-mazurskim czy Pasłęk. Jak dotąd skarbu nie odnaleziono, a co pewien czas pojawiają się niepotwierdzone informacje o miejscu jego rzekomego ukrycia.

Przeklęte złoto Inków w Niedzicy?

Bardziej egzotyczna legenda mówi o przeklętym złocie Inków, które znajdować ma się na Zamku w Niedzicy nad Dunajcem. Skąd skarb południowoamerykańskiego plemienia miałby zostać ukryty w Polsce? Za sprawą potomka właścicieli zamku, który zwał się Sebastian Berzeviczy. W drugiej połowie XVIII w. miał on dopłynąć do Ameryki Południowej, gdzie ożenił się ze szlachetnego rodu Inkaską. Ich córką – Umana - pojęła za męża syna inkaskiego buntownika Tupaka Amaru, który stanął na czele powstania przeciw Hiszpanom.

Powstanie upadło, a jego przywódców stracono. Choć syn Tupaka miał przejąć tron Inków, był zmuszony wraz z rodziną – żoną i synem uciec do Europy. Jednak został we Włoszech zamordowany przez hiszpańskich wysłanników, a znany nam Sebastian Berzeviczy pomógł córce i wnukowi ukryć się w Niedzicy. Niestety, Umana zginęła w zamku nad Dunajcem, a dziadek postanowił ukryć jej syna w bezpiecznym miejscu. Trafił on do pochodzącej z Moraw rodziny Beneszów. Historia odżyła tuż po drugiej wojnie światowej.

Pod jednym ze stopni zamkowych schodów znajdowała się ołowiana tuba z zapisanymi inkaskim pismem węzełkowym słowami Titicaca, Vigo oraz Dunajecz. Obecny przy tym był Andrzej Benesz – w prostej linii potomek Tupaka Amaru. Trzy nazwy mają oznaczać miejsca, w których ukryty jest skarb Inków. Po latach węzełkowy zapis spłonął w pożarze komisariatu policji, w którym był przechowywany, a Andrzej Benesz zginął w wypadku samochodowym. Nie wiadomo, czy istotnie skarb Inków znajduje się na zamku w Niedzicy. Pojawiły się sugestie, że może być on ukryty w podziemiach lub w pobliskim Dunajcu, jednak są to teorie niepotwierdzone.

Skarb templariuszy

Skarby zakonu templariuszy rodzą liczne legendy i budzą niemałe emocje. O ich skrytce milczeć miał ostatni mistrz zakonu Jakub de Molay. Mało kto wie, że istnieje także polski trop mitycznych bogactw rycerzy w habitach. Prowadzi on do miejscowości Chwarszczany w województwie zachodniopomorskim. Na pobliskie tereny w latach 30. XIII w. ściągnął templariuszy Władysław Odonic i dosyć szybko w Chwarszczanach ulokowano siedzibę komandorii, z której do dziś pozostała tylko murowana kaplica. Po upadku templariuszy, obiekt przejęty został przez joannitów.

Lokalne legendy mówią o precjozach, jakie w Chwarszczanach i okolicach ukryli templariusze, a nierzadko wskazuje się nawet na konkretne przypadki wywożenia stamtąd złotych naczyń liturgicznych i monet. Archeolodzy licznymi badaniami obalili jednak domysły o skarbie zakonników, jednak wciąż pojawiają się tam tacy, którzy liczą na znalezienia chociaż drobnej części legendarnego bogactwa.

Złoto Wrocławia i tajemnica Ślęży

Kolejny skarb, który rozbudza wyobraźnie to słynne, pochodzące z okresu drugiej wojny światowej „złoto Wrocławia”. – Czym owo złoto było? Chodziło prawdopodobnie o kilka ton złota i srebra, biżuterię wrocławskich jubilerów oraz cywilne depozyty. Podobno w budynku ówczesnego Prezydium Policji w Breslau zgromadzono przeszło 50 żelaznych, dobrze zabezpieczonych skrzyń – mówi WP Marcin M. Drews, redaktor naczelny kanału „Łowcy Przygód”.

Gdzie może się znajdować? Mówi się o co najmniej dwóch lokalizacjach – pod górą Ślężą oraz w okolicach góry Wielisławki. Joanna Lamparska, autorka licznych książek o Dolnym Śląsku, powołując się na relację świadków, przytacza fakt, że pobliże Ślęży w lutym 1945 pod osłoną nocy wjeżdżały przez trzy dni duże ciężarówki. O sprawie ukrycia wrocławskich depozytów u stóp Ślęży zrobiło się głośno na przełomie lat 70. i 80. XX w., gdy przedstawiciele lokalnych organizacji oraz funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa zainteresowali się ukrytymi skarbami. Ich działania nie potwierdziły jednak teorii o znajdujących się tam kosztownościach. Obecnie tajemnicami Ślęży interesują się archeolodzy.

Skarb ukryty w sztolni?

Góra Wielisławka niedaleko Złotoryi rozbudza ciekawość z uwagi na znajdujące się pod nią sztolnie. Pojawia się tam również tajemnicza postać Herberta Klosego, który po drugiej wojnie światowej z oficera policji stał się weterynarzem, ożenił się z Polką i zamieszkał w okolicach Wielisławki. Pojawiły się domniemania, że jest on „strażnikiem skarbu”, zwłaszcza, że świadkowie potwierdzali jego częstą obecność na górze i w jej okolicach w okresie wojny. Po 1945 r. często zapuszczał się w tamte, dobrze znane rejony i niekiedy, po kieliszku, miał chwalić się wiedzą o ukrytych skarbach. Okazywała się ona mistyfikacją, dzięki której wyprowadził w pole m.in. komunistyczną bezpiekę. Choć Klose tajemnicę skarbu zabrał pewnie do grobu, to nie brakuje eksploratorów, który szukają słynnych bogactw pod Wielisławką. Jak dotąd – bezskutecznie.

Dolny Śląsk skrywa skarby?

Wiele legend i historii o wielkich skarbach prowadzi na Dolny Śląsk. Dlaczego tak się jest, tłumaczy Marcin M. Drews.

- Kiedy Niemcy zaatakowały Polskę, ludność uciekała w popłochu, zakopawszy najcenniejsze przedmioty zbytku, jak chociażby srebra rodowe. Nie każdy wrócił po swoją własność. Wielu ludzi zginęło w czasie działań wojennych lub w obozach koncentracyjnych. Z kolei w 1945 roku, gdy wojska niemieckie uległy aliantom, starano się ukryć zrabowane Polakom, Żydom i Rosjanom dobra, by powrócić po nie w stosownym czasie. Niezależnie od wyniku wojny Niemcy wierzyli, że powrócą na Dolny Śląsk. Nie spodziewali się, że granica wytyczona zostanie na Odrze i Nysie... – dodaje redaktor „Łowców Przygód”.

Eksplorator mówi także o innych powodach, dlaczego Dolny Śląsk owiany jest licznymi legendami i wciąż budzi zainteresowanie poszukiwaczy skarbów.

- Dolny Śląsk to kraina zamków, pałaców, gór i wulkanów. To wymarzone miejsce na ukrycie skarbów. Wywiad niemiecki dokładnie penetrował okolice, w poszukiwaniu miejsc, gdzie można by organizować podziemne, bezpieczne przed bombardowaniami fabryki, bazy, magazyny. Tuż przed zakończeniem wojny Niemcy nie mieli już czasu drążyć nowych tuneli, jak w przypadku kompleksu Riese. Stąd też wiele doniesień o transportach, które trafiały do naturalnych jaskiń czy dawnych sztolni – tłumaczy Drews.

Czy w jednej z nich znalezione zostanie kiedyś złoto Wrocławia czy Bursztynowa Komnata? Tego nie wiadomo. Pewne jest jednak to, że legendy o ukrytych skarbach świetnie wpływają na atrakcyjność turystyczną określonych regionów czy miejscowości. Pewnie niejedno miasto chciałoby znaleźć się dziś w sytuacji Wałbrzycha, do którego ze wszystkich stron zjeżdżają się ciekawi ukrytego pod ziemią pociągu.

Czasem jednak legendy stają się faktem. Najgłośniejszym bodaj znaleziskiem jest słynny "skarb średzki" - pochodzące z XIV w. monety, średniowieczna biżuteria oraz korona, szacowane na setki milionów złotych. Pierwszą część skarbu znaleziono podczas prac budowlanych przy ul. Daszyńskiego w Środzie Śląskiej w 1985 r., zaś drugą - trzy lata później w tym samym mieście, jednak tym razem na wysypisku gruzu przy tamtejszym MOSiR. Sporo znalezionych w Środzie bogactw trafiło nielegalnie w ręce prywatne.
http://wiadomosci.wp.pl/k...l?ticaid=115847

jerzydom - 2015-09-03, 12:46

Złoty pociąg miał zapewnić POWRÓT HITLERA

Wykute w skale tunele, sztolnie, sale, sekretne przejścia. W sumie kilkadziesiąt tysięcy metrów kwadratowych. Tak ma wyglądać podziemna arka Hitlera, ukryta głęboko pod powierzchnią ziemi. A w niej - złoty pociąg, którego bezcenne skarby miały ułatwić nazistom i ich wodzowi odzyskanie władzy. - Bajka? Tak to brzmi. Tyle że podziemny kompleks Riese naprawdę istnieje! - mówi Andrzej Gaik, przewodnik po zamku Książ.

Dla badaczy tajemnic III Rzeszy złoty pociąg i jego skarby nie mają wielkiego znaczenia. Dużo ważniejszy jest dla nich podziemny tunel, w którym on stoi.
- Domyślamy się, że to fragment podziemnego miasta nazistów określanego mianem kompleksu Riese - mówi Andrzej Gaik. Riese to po niemiecku "Olbrzym". - Do dziś udało nam się odkryć zaledwie ułamek owego Olbrzyma - dodaje przewodnik i odsyła do pamiętników Alberta Speera, głównego architekta III Rzeszy, w których jest mowa o nieprzebranych ilościach stali, betonu, kabli, rur i drewna zużytych przy budowie podziemnego Olbrzyma.
W jakim celu zbudowano to miasto? To kolejna tajemnica. Jedna z hipotez mówi, że Adolf Hitler bał się nie tylko konwencjonalnych bomb, ale przewidywał, że prędzej czy później na Niemcy mogą spaść alianckie bomby atomowe. Kompleks Riese miał więc zagwarantować nazistowskiej elicie przetrwanie, a bogactwa zgromadzone w podziemnym mieście odzyskanie władzy.
- Wiem, że to brzmi nierealistycznie. Tyle że kompleks Riese to nie fantasmagoria. Jego częścią jest zamek Książ, szykowany w czasie wojny przez nazistów na kwaterę Hitlera. Są wiarygodne relacje, że zamkowe podziemia zostały połączone tunelem z resztą kompleksu - mówi Andrzej Gaik.
A złoty pociąg? - Stoi zapewne w owym tunelu. Minister Piotr Żuchowski, generalny konserwator zabytków, publicznie zapewnił, że na zdjęciu z georadaru widział jego zarys! - emocjonuje się przewodnik. Bo teraz władze już nie zdołają wmówić ludziom, że pod ziemią w okolicach Wałbrzycha niczego nie ma. Trzeba na poważnie zacząć szukać.

http://www.se.pl/wiadomos...era_672723.html

jerzydom - 2015-09-03, 12:49

Ta mapa wskazuje, gdzie jest złoty pociąg. Tylko w Fakcie

Jest niepozorna, nie większa od kartki formatu A3, ale to nie wygląd stanowi o jej bezcennej wartości. Ta mapa wskazuje bowiem miejsce, w którym pod Wałbrzychem, według Tadeusza Słowikowskiego, emerytowanego górnika, ukryty jest „złoty pociąg”.
Drogocenny skład miał być schowany w ostatnich dniach II wojny światowej przez nazistów na 61,1. kilometrze trasy kolejowej Wrocław–Wałbrzych. O tajemniczym tunelu kolejowym emerytowany górnik Tadeusz Słowikowski (86 l.) dowiedział się od Niemców, którzy nie chcieli opuścić tych ziem po wojnie.
– O pociągu usłyszałem pod koniec lat 40-tych od dawnych pracowników Deutsche Bahn – opowiada. – Jeden z nich pokazał mi dokładnie, gdzie może znajdować się tunel z pociągiem.
Od innych Niemców pan Tadeusz usłyszał, że 5 maja 1945 roku, na kilka dni przed wkroczeniem Armii Czerwonej, ktoś wymordował całą rodzinę Niemców, mieszkającą blisko 61. kilometra. Ich dom zburzono, a gruz został użyty do zasypania wejścia do tunelu.
Te opowieści spowodowały, że Słowikowski zaczął zbierać dokładne mapy tego terenu. – Mam taką pochodzącą z 1928 roku, na której jest zaznaczona linia kolejowa oraz bocznica, która prowadzi do tunelu – wyjaśnia odkrywca.
Razem z synami: Markiem i Zbigniewem Słowikowski opracował więc własną mapę okolicy, korzystając ze starych planów oraz stworzonych przez siebie szkiców newralgicznego miejsca. Wykreślenie jej zlecił profesjonalnemu kartografowi. I to ją możecie u nas zobaczyć.
Według tej mapy tunel ma się znajdować między 60. i 61-szym kilometrem trasy Wałbrzych – Wrocław, a dawnym PGR Lubiechów. Gdyby stanąć na torach, mając stację Szczawienko za plecami, po prawej stronie będziemy mieć górę Paluch, a po lewej, gdzieś pod ziemią... „złoty pociąg”. Tunel zbudowany został około 20 metrów pod ziemią, co wynika ze sporządzonego przekroju tego terenu. Obecnie tego miejsca strzegą służby.
– Mówię o tym wszystkim, bo chciałbym zapewnić bezpieczeństwo mojemu ojcu, dlatego zaznaczam, że bardziej szczegółowych map nie trzymamy w mieszkaniu rodziców. Są ukryte – dodaje syn, Marek Słowikowski. (49 l.).

Slajdy z mapami pod linkiem
http://www.fakt.pl/wrocla...uly,570503.html

jerzydom - 2015-09-03, 21:25

Złoty pociąg. Wojsko sprawdzi teren w piątek [NOWE FAKTY]

Coraz więcej pytań pojawia się w sprawie złotego pociągu, który rzekomo ma się znajdować tuż pod Wałbrzychem. Minister obrony narodowej zgodził się na to, by żołnierze zbadali miejsce, w którym ów pociąg ma się znajdować. Przypomnijmy, że o taką pomoc wnioskował w poniedziałek prezydent Wałbrzycha za pośrednictwem wojewody dolnośląskiego. W czwartek zapadła decyzja, że wojsko sprawdzi teren w ten piątek.

- W piątek w poszukiwania złotego pociągu w Wałbrzychu włączy się wojsko. Wykorzysta eksperymentalny sprzęt z Wojskowej Akademii Technicznej - informuje Radio ZET. Tem eksperymentalnym sprzętem jest nowoczesny georadar, którego zasięg znacznie przewyższa możliwości sprzętu, który posiada wojsko. Jak podaje Radio ZET, na razie wojskowi ocenią zakres prac i siły, jakie mogą być potrzebne by namierzyć, a następnie wydobyć złoty pociąg.
Teraz trzeba znaleźć i odkopać tunel ukryty w górze pod Wałbrzychem. Potem w pracach będą brać udział również saperzy, ponieważ nie wiadomo, co znajduje się w pociągu. Cała sprawa dotyczy pociągu ze złotem i innymi cennymi rzeczami, którym pod koniec wojny rzekomo wywieziono z Wrocławia kosztowności, m.in. dzieła sztuki. Nigdy jednak samego pociągu nie odnaleziono. Gdzie jest zawartość tego pociągu? Tego też nie wiadomo. W pociągu mogą być zrabowane dzieła sztuki, kosztowności mieszkańców dawnego Breslau (50 skrzyń ze złotem i srebrem), które naziści kazali im oddać w depozyt, a nawet Bursztynowa Komnata. Ale może to być tylko broń - nie wiadomo jednak jakiego rodzaju jest ta broń - może to być broń chemiczna albo materiały radioaktywne.

http://www.se.pl/wiadomos...kty_671192.html

jerzydom - 2015-09-03, 21:38

Jeśli "złoty pociąg" jest oszustwem, to odkrywcy do więzienia

Dariusz Baliszewski, dziennikarz i publicysta, który z uwagą śledzi zamieszanie dotyczące "złotego pociągu", zauważa, że jeśli znalezienie składu ze skarbami okazałoby się kłamstwem ze strony dwóch panów, którzy o tym poinformowali, powinni oni trafić do więzienia. W tej sprawie przywołuje historię z dziennikami Hitlera, które opublikowała niemiecka gazeta, choć później wyszło na jaw, że to były podróbki. Tamci oszuści trafili do więzienia. Jak będzie w sprawie niemieckiego pociągu?

Pod linkiem w film z wypowiedzią wymienionego dziennikarza

http://tv.se.pl/wiadomosc...-do-wiez,10208/

jerzydom - 2015-09-03, 21:46

"Złoty pociąg" nie jest pancerny! Ekspert dementuje

O odnalezieniu "złotego pociągu" w Wałbrzychu zrobiło się na tyle głośno, że szaleństwo ogarnęło cały świat. Na zdjęciach z georadaru widać rzekomo skład mający długość około 100 metrów. I tu pojawia się ważny punkt całej układanki. Znalezisko nie jest na pewno pociągiem pancernym, bo jak zauważa Hubert Bojarski z Muzeum Kolejnictwa w warszawie, takie składy miały maksymalnie długość 60-70 metrów.

Wypowiedż pod linkiem

http://tv.se.pl/wiadomosc...ementuje,10225/

jerzydom - 2015-09-04, 10:03

Złoty pociąg już jest żyłą złota dla Wałbrzycha

Żołnierze, którzy pod Wałbrzychem będą szukać pociągu ze złotem, są w drodze, a na miejscu są już tacy, którzy trafili na swoją żyłę złota. Oferują turystom zwiedzanie tuneli i sprzedają im koszulki; hotelarze i właściciele restauracji zacierają ręce, ale najcenniejsza jest darmowa promocja – nawet w Ameryce i Chinach.

Pod linkiem filmiki

http://fakty.tvn24.pl/ogl...cha,574149.html



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group